Autoreklama

Autoreklama

2017/06/27

Sałatka curry (z kręconymi kluskami)

Jestem, jestem, ale z uwagi na urodziny syna bardzo zajęta. Co roku prosi o ten sam zestaw przekąsek i słodyczy. Sałatka z kręconymi kluskami musi być (chodzi o makaron typu noodle czy wonton). Niektórzy dodają do niej jeszcze żółty ser pokrojony w kostkę, ale nie jest to konieczne.


Składniki: 500g piersi z kury, 1 paczka makaronu błyskawicznego typu noodle czy wonton (czasami można kupić orkiszowy), 1 puszka kukurydzy, 1 puszka ananasa (może być świeży),100-150g ziaren słonecznika, 1 kwaśna śmietana, 1 przyprawa curry (czasami sama ją podkręcam dodając więcej kurkumy albo ostrej papryki), zioła (pasują prowansalskie), olej i ocet balsamiczny do marynaty.

Piersi z kury płuczę, kroję na kawałki, mieszam w marynacie i odstawiam na kilka godzin do lodówki (najlepiej na całą noc). Marynatę robię z oleju (3/4 szklanki), octu balsamicznego (kilka kropel) i przypraw: dużo curry, trochę soli, pieprzu, zgnieciony ząbek czosnku (tak do smaku).

Makaron łamię na kawałki, zalewam wrzątkiem i zaparzam 5 minut. Odcedzam i przepłukuję zimną wodą. Na rozgrzanej patelni prażę słonecznik, przesypuję do miseczki. Na tej samej patelni smażę kurczaka, studzę. Ananasa odcedzam, kroję na kawałki. Mieszam makaron, kurczaka, kukurydzę, ananasa, słonecznik i sos. Sos robię ze śmietany, curry, soli, pieprzu i ziół. Sałatkę przechowuję w lodówce, można ją następnego dnia lekko podgrzać.

Przepis wciągam na listę ulubionych, z adnotacją szczególnie przez syna. Duży dom skromnie urządzony to prawdziwe dobrodziejstwo na imprezy urodzinowe - zwykłość i przestrzeń sprzyjają swobodzie. Miło patrzeć jak co roku przychodzą więksi i świetnie się bawią :-)

2017/06/22

Moje hity kulinarne

Rodzina rodziną (klik), ale ja mam swój kuchenny top ileśtam. Generalnie lubię kasze z warzywami albo z owocami, ciepłe posiłki i czekoladę.


Owsianki różnego typu - KLIKKLIK
Czekoladowa kasza jaglana - KLIK
Masło jabłkowe do naleśników - KLIK (córa chętnie)
Krem czekoladowy z awokado i banana - KLIK (jeszcze córka lubi)
Chapati (najzdrowsze pieczywo) - KLIK

Modra z łososiem - KLIK
Gryczana z pieczarkami - KLIK
Komosa z kalafiorem - KLIK
Łosoś z gomasio, czyli micha sushi - KLIK (mąż chętnie)
Pieczone owoce i warzywa - KLIK
Naleśniki szpinakowe - KLIK (tylko z Ewą)
Falafele - KLIK (czasem synu chapsnie)
Pack choi i tofu - KLIK (dzieci próbowały)

Kisiel z kudzu - KLIK
Pudding chia - KLIK (córka miewa fazę)

Brzydkie ciasteczka - KLIK (z mężem się prześcigamy)
Półksiężyce - KLIK
Migdałowe ciasteczka - KLIK
Ciastka na nerwy - KLIK

Lubię też zupy rybne, czulenty, wątróbki na winie, ale to najchętniej poza domem :)

2017/06/21

Zamiast nutelli (krem czekoladowy z awokado i banana)

Po odchudzeniu grzanek (klik) i ciasteczek (klik), czas na lekkie smarowidło czekoladowe z awokado i banana. Świetnie smakuje z poranną kawą. Zdjęcia bez ozdobników, tutaj również wdrażam projekt "Mniej" (klik, klik), poza tym właśnie tak wygląda moje śniadanie ☕☕


Składniki: 1 dojrzałe awokado, 1 dojrzały banan, mała łyżeczka soku z cytryny, 2 łyżki dobrego kakao, odrobinę syropu klonowego do smaku.

Owoce (tak, tak - awokado to owoc) obiegamy i zgniatamy widelcem. Dodajemy kakao, sok cytrynowy i syrop klonowy, dokładnie mieszamy. Gotowe! U nas na grzankach z czerstwych bułek.

Kot - jak widać - zatwierdził odbiór odremontowanego tarasu🐾🐾 A przed nami lato, gwarne i gorące jest dla mojego jesiennego temperamentu prawdziwym wyzwaniem. Trzeba go jednak jakoś godnie przeżyć. Dziś to nie będzie trudne - moje ulubione 23 stopnie!

2017/06/16

Nie można być wiecznie pięknoduchem

Dobrych kilka lat prowadzenia niszowego bloga, więc robię podsumowania. Rozbiegówkę miałam tutaj  - klik, potem awansowałam na fotografkę kulinarną. To była moja pasja, misja, przygoda. I ucieczka.


Rok 2014 - KLIK       
Rok 2015 - KLIK        
Rok 2016 - KLIK        
Rok 2017 - KLIK

Widzę ogrom swojej pracy, każdy przepis wywołuje wspomnienia zapachu, smaku i sytuacji. Niektóre zostały ze mną, inne zrobiłam tylko raz. Nie można być jednak wiecznie pięknoduchem.

2017/06/10

Kurczak curry

Szoty z kurkumy? Nie, dziękuję, ale dodaję ją do ryżu albo do ciasta, dla koloru i dla zdrowia - działa przeciwzapalnie, przeciwutleniająco i ochronnie na wątrobę (mnie interesuje, że zwiększa również elastyczność wiązadeł i zmniejsza obrzęk stawów). A kurczaka curry lubią wszyscy w rodzinie, można go zrobić kolorowo z czerwoną papryką, kukurydzą i posypując natką pietruszki. Łatwiej jednak o przemyt żółtej papryki w jednolitym otoczeniu, co nie? Kurczak najlepiej wiejski, zagrodowy.


Składniki: 1-1,5 szklanki oleju do smażenia, ok. 2-3 łyżki przyprawy curry, kilka kropel octu balsamicznego, 1 łyżeczkę soli, 1-2 zgniecione ząbki czosnku, 2 podwójne piersi z kurczaka, 30dag ryżu, 1 ziele angielskie, 1 listek laurowy, kilka ziarenek pieprzu (polecam kubeba), pół łyżeczki kurkumy, szczypta soli, pół papryki, mała puszka kukurydzy.

Robię marynatę do mięsa z oleju, curry, odrobiny octu balsamicznego, soli i przeciśniętego czosnku. Czasem aromatyzuję ją gałązką rozmarynu. Mieszam z kurczakiem pokrojonym na kawałki i wkładam do lodówki na kilka godzin.
Ryż gotuję z zielem angielskim, liściem laurowym, solą i kurkumą. Lubię razowy, nierozgotowany.
Paprykę myję, kroję na kawałki i podprażam na suchej patelni (jest wtedy lżej strawna). Przekładam do ryżu, dodaję kukurydzę z puszki. Na patelnię wrzucam mięso i smażę mieszając. Miękkie dodaję do ryżu, mieszam. Danie łatwe do przygrzania. Przed podaniem można posypać zieleniną.

Tymczasem dostałam wypłatę w mące (35 kilo różnego typu!), makaronach (drugie zdjęcie - najlepsze jakie jadłam) i ziołach (moim faworytem jest bertram i pieprz kubeba). Jeśli zdecydujecie się na orkisz, to z serca polecam prastare, lecznicze odmiany - klik. Kurkumę dopadłam w Lidlu;)


2017/06/09

Kopytka z fioletowych ziemniaków

Skąd pomysł na takie szaleństwo? Z nudów! Utknęłam w domu na czas remontu i takie są tego efekty. A oto co jeszcze można zrobić z fioletowych ziemniaków - klik.



Składniki na kopytka: pół kilograma fioletowych ziemniaków, 1 jajo od kurki wolnej, 1 szklanka mąki (używam orkiszowej), gałka muszkatołowa i sól do smaku.

Ziemniaki obieram, gotuję do miękkości (uwaga! woda z gotowania tych fioletowych ma szmaragdowy kolor!). Osączam, odparowuję, mielę w maszynce do mięsa (można przecisnąć przez praskę). Dodaję jajko i stopniowo mąkę. Zagniatam szybko zwarte, elastyczne ciasto. 

Zagotowuję wodę w dużym garnku, solę. Ciasto dzielę, formuję w wałki, kroję po skosie na małe kluseczki. 

Wrzucam kopytka do wrzątku. Gotuję 4 minuty od wypłynięcia.


(Nie użyłam żadnych foto-filtrów)

Przepis klasyczny, więc można zrobić i ze zwykłych ziemniaków. Pochodzi z jednej z moich ulubionych książek - "Gotowi, by gotować" Agnieszki Kręglickiej. W moim wydaniu powinno być "Gotowi, by eksperymentować" - pod wpływem gorąca fioletowe ziemniaki bledną, szarzeją wręcz, a wybarwiają się w chłodzie (niczym samochodziki hot wheels, zmieniające kolor karoserii w wodzie albo paznokcie pokryte termicznym lakierem). 

Na koniec je chyba przegrzałam, bo pozostały szare nawet schłodzone (albo barwnik wypłukałam w wodzie). Smakują bardzo podobnie do klasycznych. Bardzo dekoracyjnie wyglądałyby ugotowane i schłodzone w sałatce albo jako purre. Fioletowe ziemniaki, eh.

Dobrej zabawy!

2017/06/08

Pierogi z kuskusem i gotowanym kurczakiem

Dodatkowo może być jeszcze kukurydza, zioła albo na ostro z chili. Polane masełkiem szałwiowym albo z kleksem ziołowej śmietany.


Składniki na ciasto: 700g mąki pszennej (używam orkiszowej), 1 małe wiejskie jajo, szczypta soli, dobrze ciepłej wody tyle ile ciasto zabierze (1,5-2 szklanki), można dać łyżkę miękkiego masła (oleju kokosowego).
Składniki na farsz: pół szklanki kuskusu, 250g ugotowanego mięsa kurczaka (np. z bulionu, można też wkroić marchew, pietruszkę), puszka kukurydzy lub pokrojone w paski papryczki chili, 2 łyżki śmietany, 2 łyżki masła, sól i pieprz do smaku (inne przyprawy wedle gustu).

Przygotowuję farsz: kuskus zalewam wrzątkiem ok. pół centymetra powyżej linii kaszy i pod przykryciem zostawiam na 5 minut do zaparzenia. Po tym czasie odkrywam do odparowania i rozdrabniam widelcem. Mięso z kurczaka drobno kroję, wrzucam dodatki (kukurydzę, śmietanę, jajko, wystudzony kuskus), doprawiam i mieszam.

Robię pierogi: mąkę sypię do miski, zaparzam chwilę wodą, mieszam. Dodaję jajko, sól i wyrabiam ciasto (ok. 10 minut na stolnicy aż przestanie kleić się do rąk, ale ma pozostać lekko klejące i elastyczne). Rozwałkowuję cienko, wycinam szklanką okręgi, nakładam porcję farszu i sklejam (pomagam sobie szczęką do pierogów). Gotuję w osolonej wodzie 6-7 minut (lub minutę po wypłynięciu na wierzch).

Ćwiczę się w pierogach, może któraś wersja posmakuje synowi. Następne będą dla męża z miętą i serem. I były!



2017/06/07

Przepisy - baza

Ten blog jest przede wszystkim dla mnie, choć jest mi niezmiernie miło, jak tu zaglądacie, zostawiacie parę ciepłych słów, coś chcecie przedyskutować. Nie powstał dla lajków, nie dla zysku. Jest moim wirtualnym zeszytem z przepisami, z cytatami, które potrzebuję zapamiętać, są też moje zdjęcia - bo lubię je robić i oglądać. Dziś spis przepisów, które moi domownicy lubią. Nasz mały comfort food, żeby łatwiej było nawigować w kuchni.


Naleśniki - KLIK
Pampuchy - KLIK
Grzanki z chałki - KLIK
Ciągnik - KLIK

Szarlotka - KLIK 
Sernik toffi - KLIK
Sernik brownie - KLIK
Korzenne - KLIK
Pierniczki - KLIK

Pączki serowe - KLIK
Racuchy - KLIK
Szyszki - KLIK 
Kokosanki - KLIK
Gofry - KLIK

Kurczak curry - KLIK
Sałatka curry - KLIK
Pizza - KLIK 
Burgery - KLIK 
Kęski - KLIK 
Corn dogi - KLIK
Cebularze - KLIK
Sushi - KLIK

Nie umiem powiedzieć dlaczego właśnie one stały się tak ważne i powtarzalne w ostatnich latach. Po prostu tak się stało. Jest jeszcze oczywiście klasyczna pomidorówka, rosół (makaron i podpłomyki zrobione przez Zapracowanego), krupnik i ogórkowa. Kotlety drobiowe a nawet dewolaje (koniecznie z sałatką Colesław zwaną u nas Krzesławem), wrapy... Każdy dom pachnie i smakuje inaczej.

PS. Moje top ileśtam - klik

2017/06/05

Sushi w domu

Lubimy jeść na mieście (w tempurze, awokado maki, z surową rybą), ale też samodzielnie robimy w domu. Wystarczy opanować kilka ruchów, pomagając sobie bambusową matą. Córka robi to doskonale.


Składniki: paczka ryżu do sushi (okrągły, kleisty), paczka glonów nori, pasta wasabi, ocet ryżowy do sushi, sos sojowy, filet z łososia, pęczek cienkich szczypiorków, marchewka, ogórek, rzodkiewka - pokrojone w cienkie paski, dodatki: sos sojowy, marynowany imbir, ewentualnie czarny sezam do posypania.

Opłukany i odcedzony ryż gotuję jak podaje przepis na opakowaniu. Do lekko przestudzonego dodaję ocet ryżowy, mieszam.
Opłukaną i osuszoną rybę skrapiam sokiem z cytryny i pozostawiam do naciągnięcia na 15-30 minut. Delikatnie solę i smażę na odrobinie oleju z obu stron. Ostudzoną kroję.
Warzywa kroję w paski.

Przygotowuję sobie miseczkę pełną wody z łyżeczką octu ryżowego (będę zanurzała w niej palce, żeby ryż nie kleił się do rąk). Na bambusowej macie kładę płat nori, błyszczącą stroną do dołu. Rozkładam na nim ryż, pozostawiając wolny pas ok. 2 cm wzdłuż najbardziej oddalonego ode mnie boku płata. Delikatnie przyciskam ryż palcami i aby nie kleił się do rąk co jakiś czas zanurzam je w wodzie z octem. Warstwa ryżu powinna mieć grubość ok. 1 cm. Mniej więcej na środku robię cienki pasek z pasty wasabi (równolegle do dłuższego brzegu), na nim kładę piętrowo dodatki: warzywa i rybę. Unoszę matę z płatem nori i ciasno zwijam, przytrzymując nadzienie palcami. Uważam, by mata nie podwinęła się pod spód. Wolny brzeg delikatnie moczę wodą z octem, aby się skleił. Powtarzam czynność a potem wszystkie wałeczki kroję ostrym nożem na krążki i układam je na półmisku (nóż też można zwilżać wodą z octem, wtedy się nie klei).
Na koniec posypuję sezamem i podaję z sosem sojowym oraz imbirem (najlepszy młody, różowy). Pycha!

Bez rolowania, w podobnym stylu można zrobić łososia z gomasio - KLIK po przepis.

2017/06/01

Pieczarki - na zdrowie

Rodzina rzuciła mi się ostatnio na pieczone i grillowane pieczarki! Obiegowa opinia głosi, że grzyby są ciężkostrawne i nie ma w nich nic odżywczego, ale to nieprawda.

(Ja lubię na surowo, w plasterkach na chlebie.
Piekę posmarowane odrobinką masła, posolone)

"Pieczarki obniżają poziom tłuszczu we krwi; wspomagają oczyszczanie układu oddechowego z nadmiaru śluzu; posiadają właściwości antybiotyczne i mogą być stosowane w leczeniu zapalenia wątroby typu zakaźnego; wspomagają wytwarzanie białych krwinek, dzięki czemu zwiększają odporność na mikroorganizmy chorobotwórcze; działają przeciwguzowo i mogą powstrzymać pojawienie się pooperacyjnych przerzutów nowotworowych; pobudzają apetyt; działają korzystnie podczas odzyskiwania sił po odrze, powodując, że objawy choroby szybciej dojrzewają i przemijają" (Paul Pitchford "Odżywianie dla zdrowia", s. 601-602). Bardzo dobre dla osób jedzących zbyt dużo mięsa.

(Kot to ma dobrze. Bądź jak kot)

2017/05/30

Kawa z miętą

To zaskakująco dobre połączenie (miętę dobrze jest wcześniej wytrawić alkoholem - klik). Powoli dorastam do ekspresu, ale póki co kawa w kawiarce. Najlepiej smakuje na balkonie, w towarzystwie Ewy.


Tymczasem u nas kolejny remont (taras - bo przecieka), dom to skarbonka, ale też radość z coraz to odnowionego fragmentu. Wciąż najbardziej cieszą mnie schody. Na blogu zostawiam kilka kulinarnych obrazków, żeby miło się zaglądało :-)

2017/05/29

Chcieć mądrzej

Po "Mniej" Marty Sapały przyszedł czas na "Chcieć mniej" Katarzyny Kędzierkiej, z naciskiem na "chcieć", bo wcale nie jest znowu tak łatwo, żeby się chciało. Autorka proponuje zacząć od porządkowania swoich wartości (a może swojej wartości? - obrastamy przecież nie tylko przedmiotami, ale również w fałszywe tożsamości). Zachęca do odkrywania naturalnych mechanizmów, do bycia autentyczną - przemyślanie autentyczną. Do codziennego zadawania sobie pytań: czy to jest moje?, czy tego potrzebuję?, czy naprawdę tego chcę? (czy to mi służy? - dodałabym) Autorka Simplicity napisała mądrą książkę, ale to eksperyment Marty Sapały (klik) mnie porwał, poruszył, dał do myślenia. Dlaczego?


(Nie zrywajmy, jeśli nie musimy. 
Nie zapominajmy, jeśli możemy)

Koniecznie przeczytajcie rozmowę z Margaret Atwood - klik. W bibliotece wypożyczyłam właśnie "Dług" tej autorki.

2017/05/27

"Moja matka umiała dostrzegać zalety różnych wad"

To zdanie (tytułowe) zatrzymało mnie na dobre pół dnia. Pochodzi z rozmowy Magdaleny Kicińskiej z Marcinem Wichą (Magazyn Świąteczny Wyborczej 27-28 maja 2017). Jest o tym, że nasze wady kiedyś pozwalały nam przetrwać.


Kolejny fragment z tej rozmowy: "nie odejmuje się czasu niezgody z ogólnego czasu trwania relacji. Ulegamy zbiorowej iluzji przekonania, że relacja, każda, nie tylko z rodzicami, ma być niezmiennie harmonijna, a jeśli nie, to bardzo źle. Jest wręcz odwrotnie: jeśli ludzie się nie kłócą, to dlatego, że czegoś ważnego sobie nie mówią".

Stronę dalej: "...moje serce zostało złamane, jak to mówią lekarze, z przemieszczeniem. Gdy urodziłam ciebie, wzięłaś sobie kawałek mojego serca i teraz z nim łazisz, nawet nie wiem gdzie. To dziwne uczucie, gdy Twoje serce jest poza twoim ciałem i nawet nie wiesz gdzie. Może pojechało na rowerze nad rzekę? Może jest u Marysi z pierwszej klatki? Może nie u Marysi, a u Janka? Czy nie jest na to za młode?". Z picturebook'ami Iwony Chmielewskiej pracuję w przedszkolu. Ten, dla dorosłych i napisany wraz z poetką Justyną Bargielską - jest dla mnie ("Obie", Wydawnictwo Wolno). Do przeżycia w całości.

Oba wywiady spinam klamrą zdania z memu Marty Frej: "Jestem dojrzała, bo odpuszczam rodzicom i ufam dzieciom" (w oryginalne jest tryb dokonany, ale wierzcie mi - to jest proces). A zdjęcie z wczoraj :-)

2017/05/24

Jajko przeciw biegunce

Upieczony na krucho naleśnik jajeczny z żółtek, bez dodatku soli, za to z kuminem i białym pieprzem, zjedzony wraz z małą kromką jasnego chleba (najlepiej czerstwego, orkiszowego), może być pierwszym posiłkiem po dniu postu o herbatce koperkowej. W przypadku zwykłej biegunki wystarczy jednokrotne zastosowanie.


Składniki: 3-4 żółtka (jaja najlepsze od wiejskich kur z wolnego wybiegu), pół łyżeczki kuminu i pół łyżeczki białego pieprzu.

Żółtka oddzielamy od białek. W małej miseczce mieszamy je z pieprzem i kuminem a następnie wylewamy na dobrze rozgrzaną, nieprzywierającą małą patelnię (polecam żeliwną). Jak naleśnik się lekko zetnie, przekręcamy go na drugą stronę. Wykładamy na talerz i kroimy w małe trójkąty. Wierzcie mi - smakuje nawet tym w pełni zdrowym :-)

Więcej o tym przepisie napisałam tutaj - klik
Sprawdza się przy grypie jelitowej (dzieci jedzą z bułeczką) i w przypadku biegunki podróżnej w tropikalnych krajach (trzeba tylko mieć w apteczce mieszankę przypraw z kuminem i pieprzem białym).

2017/05/22

Rozsądne jedzenie - posiłki terapeutyczne

Trawienie szwankuje, metabolizm zwalnia a w genetycznym paszporcie kilka ostrzegawczych stempli. Po cóż czekać na chorobę, skoro można jej zapobiegać? Wchodzę w mickiewiczowski wiek dziadowskich czterdziestu czterech lat i mam nadzieję zainteresować Was terapeutycznym kucharzeniem (do diet odchudzających jakoś nigdy serca nie miałam). Na początek kilka podstawowych zasad dla tych, którzy już dostali od ciała pierwszy sygnał ostrzegawczy.



Posiłki terapeutyczne powinny być przygotowywane z żywności niezubożonej chemicznie. Idealnie byłoby, gdyby wszystkie produkty były nierafinowane i pochodzące z naturalnych upraw, prowadzonych na bogatych, żyznych glebach. W praktyce wystarczy, by były jak najmniej przetworzone. Zainteresujmy się starymi odmianami roślin i jeśli mamy do wyboru sok albo owoc, wybierzmy owoc, a najlepiej warzywo :-)

Posiłki terapeutyczne powinny być proste. Łączenie zbyt wielu składników może prowadzić do zaburzeń trawienia i osłabić zdrowie. Różnorodność jest potrzebna, ale nie realizujmy jej w jednym posiłku.

Posiłki terapeutyczne powinny być ciepłe. Gotowane potrawy są lżej strawne, i nawet jeśli podczas obróbki termicznej utracimy część składników odżywczych, to i tak te, które pozostały, łatwiej będzie nam przyswoić. Wody używajmy jednak oszczędnie (no chyba, że zamierzamy ją potem wypić), najlepiej sprawdza się gotowanie na parze albo pieczenie.

Posiłki terapeutyczne powinny być świeże. Lepiej jest gotować na bieżąco, małe porcje. Świeże jest również to, co lokalne, sezonowe i przechowywane w naturalny sposób (np. orzechy w łupinach nie jełczeją).


Posiłki terapeutyczne powinny być różnorodne. Czasami choroba albo objaw wymagają zastosowania jakiegoś konkretnego produktu i wtedy warto się z nim zaprzyjaźnić (obiecuję ten temat rozwinąć). Najlepiej jednak być otwartym. Jeśli chodzi o "lokalsów" i "światowców" (czyli to, co wyhodowane w naszym regionie i to co sprowadzone), dobrze jest jeść jak najwięcej tego, co regionalne i zdecydowanie mniej tego, co dotarło z daleka.

Terapeutyczne porcje powinny być małe. Mamy się żywić (stąd nazwa "żywność"), a nie obżerać - ilość zastępujmy więc jakością i ewentualnie kalorycznością żywności, jeśli mamy do czynienia ze spadkiem masy ciała (o żywności skondensowanej odżywczo napiszę osobny post). Tak czy siak, od stołu odchodzimy z żołądkiem napełnionym w 80 procentach.

Terapeutyczne kucharzenie to posiłki z sercem. Gotowanie z miłością, uważnością i troską daje najlepsze efekty: zarówno smakowe, jak i lecznicze. Jedzenie to również wspólnota stołu: ważne co, z kim i w jakiej atmosferze jemy.


I jeszcze jedno - dieta nie leczy poważnych schorzeń, jedynie (a może aż?) zapobiega im i wspomaga leczenie. W kolejnych postach kilka propozycji z serii "jedzenie na leczenie", zaglądajcie.


2017/05/19

Lżejsza wersja grzanek (wegańska)

Była już zimowa i wiosenna wersja brzydkich ciasteczek - KLIK, klik. Czas "odchudzić" grzanki z chałki, o te - KLIK. Zamiast ciasta naleśnikowego wystarczy odrobina mleka migdałowego z masłem kokosowym i grill. Chałkę możemy zrobić w wersji wege (klik), albo zastąpić ją orkiszowym chlebem, na przykład z tego - klik - przepisu.


Pełny przepis na letnie grzanki zamieściłam tutaj - klik. Inspirowałam się pomysłem Mai Sobczak i jej okładkowym "Przepisem na szczęście", zaś lżejsze ciasteczka zaczerpnęłam ze "Szczęśliwych garnków" Beaty Pawlikowskiej... także szczęście wisi w powietrzu :-) 

Kto jednak woli wersje tradycyjne, pełniejsze (i ja go rozumiem!), niech po prostu zje mniej i więcej się rusza. Latem to nie powinno być trudne.

2017/05/15

Gorąca Zośka

Wreszcie można rozebrać się do rosołu, nie zważając na drobne mankamenty urody;) I pomyśleć, że w zeszłym roku Zośka tradycyjnie zimna była - klik.


W tym pylą świerki, pachną bzy i kwitną kasztany, wreszcie w słońcu skąpane. Powiększam przestrzeń o strefę balkonu, kładąc stary materac. Do kwiatków nie mam ani serca, ani ręki, ale przecież winogron (w tym roku za mocno przycięty) w końcu oplecie balustradę.


Kulinarnie za to wybiegam trzy miesiące naprzód, zamykając lato w słoikach dla "Tak rodzinie" (lipcowo-sierpniowy numer miesięcznika). Dzięki temu na wakacje zaopatrzę swoją spiżarkę w orkiszową mąkę, makarony, zioła (w ramach wymiany barterowej). I wszyscy zadowoleni:) Nastawcie też uszy (klik) i oczy (klik) - w Radio Lublin nowe nagranie.


I to już chyba koniec tego lansu na dzisiaj. Witaj ciepła wiosno!

2017/05/09

Spokojnie, maj to stan umysłu

Kasztany nie zakwitły tegorocznym maturzystom, więc robię kasztanową pastę. Z tych jadalnych oczywiście, dla przyjaciół (klik po przepis). Jak również sałatkę z kwiatków (klik).


Hipnotyzuję Was zielenią poddomowej paproci, która podobnie jak bratki czy glistnik jaskółcze ziele ma się w tym roku dobrze. A maj? Cóż, nawet Kora śpiewała, że bywa wyjątkowo zimny. Ale żeby śnieg i grad?

2017/05/08

Sąsiedzi - czas próby

Rekonstrukcja wydarzeń historycznych Radawczyk - Strzeszkowice 1939 - 1940. Nie miałam niestety aparatu, więcej zdjęć znajdziecie na instagramie (klik). 


Bardziej niż starcie z niemieckim okupantem poruszyła mnie opowieść sąsiedzka o ludziach różnej narodowości (żydowskiej, ukraińskie, niemieckiej) zamieszkujących Lubelszczyznę. W tamtych trudnych czasach bardzo sobie pomagali.

2017/05/07

"Emo Sapiens" kontra "Food Pharmacy"

Co ma wspólnego neuronauka z dietą opartą na badaniach flory jelitowej? Zaraz Wam wyjaśnię.



Mam słabość do książek - ptaków, które patrzą na problem z lotu i widzą całość. "Emo Sapiens" Rafała Ohme jest właśnie taką książką - udowadnia, że ciało ludzkie to niezwykły konglomerat nie tylko z logiki złożony. Nawet przykłady są w niej różnodziedzinowe. To książka, która nobilituje nie tylko emocje, ale również intuicję (wreszcie!), udowadnia że coś takiego jak mózg trzewny czy smak umami naprawdę istnieją. 

"Food Pharmacy" Liny Nertby Aurell i Mia Clase kawałkuje człowieka, biorąc pod lupę wyłącznie florę jelitową. Z całym szacunkiem dla rewolucyjnych i - w co nie wątpię - ważnych doniesień o dobrych bakteriach trzewnych, nie zapominajmy o sercu, śledzionie, naturze pokarmów czy wreszcie różnorodności ludzkiej. Wiecie, że żucie karmi również nasze płaty czołowe? Pomyślcie o tym, zanim zmiksujecie jabłko z bananem. 

Co łączy obie książki? Poczucie humoru! - przy obu zdarzało mi się parsknąć śmiechem. Co ma "Food Pharmacy" a czego brakuje "Emo Sapiens"? Oprawa graficzna. Jestem estetką i - choć to powierzchowne - z książką wiążą mnie również okładka i ilustracje. Ulubiony rozdział z "Food Pharmacy"? - ten o platońskim modelu talerza (jest naprawdę świetny!). Ulubiona książka? "Emo Sapiens".

2017/05/04

Kompot z rabarbaru

Rzewień, w dodatku warzywo i pierwsza dzika "słodycz" tej wiosny. Ogonki liściowe maczane w cukrze (im cieńsze, tym słodsze), pamiętacie ten smak?


A to ziółko przy kompocie poznajecie? To stewia - słodka alternatywa. Rabarbar lubi jednak tradycyjne rozwiązania i karmelizowany cukier. Klasyka gatunku.

Składniki na kompot: 1 kg łodyg z rabarbaru, 3 litry wody, 10 łyżek cukru.

Łodygi myję, kroję. Cukier karmelizuję (wsypuje do dużego garnka i podgrzewam kilka minut aż zbrązowieje), dodaję łodygi i smażę przez chwilę, mieszając (cukier przykleja się do łyżki i garnka, tak jest dopóki rabarbar nie puści soku). Zalewam wszystko wodą i gotuję aż cukier się rozpuści. 

Można podać z cytryną, miętą, jabłkiem.

2017/05/01

To był dzień w zupełnie starym stylu

Remiza, nacięte brzózki zdobią podest dla orkiestry, kucharki w nonajronowych fartuszkach uwijają się na zapleczu, senior rodu gra na akordeonie, na paterach szyszki, kokosanki i PRLowski blok, w wazonach nieśmiertelne goździki. Tak właśnie wyglądało czterdziestopięciolecie ślubu moich teściów. W zupełnie starym stylu. 


To od nich mamy surowe mleko, biały ser (mają jeszcze krowę w obejściu i kaflowy piec), wiejskie jaja, starej odmiany jabłka, ogórki kiszone w wodzie ze studni, jeżyny, porzeczki, rabarbar... Ginący świat. Jak inaczej można było im podziękować?

Twórczo w Radio Lublin

Kiedy pani Małgorzata Żurakowska zadzwoniła do mnie z propozycją, żebym na antenie opowiedziała jak przygotować przyjęcie dla dzieci, tak aby było zdrowo i by wszyscy byli zadowoleni w pierwszym odruchu zakrzyknęłam "No nie da się!". Ale potem pomyślałam... że w zasadzie... małymi kroczkami...


Różowe naleśniki - KLIK i kisiel domowy - KLIK

Zielone naleśniki - KLIK i cukier fiołkowy - KLIK

Zdrowa "zupka chińska" - KLIK i domowe burgery - KLIK

Jajka niespodzianki (KLIK) i nutella z węgierek (KLIK). 

Dziecięce przyjęcia to może nie jest najlepszy moment na kulinarną rewolucję, ale jedna czy dwie nowości mogą być całkiem dobrze przyjęte, nie sądzicie?:)

Nastawcie fale na Radio Lublin i do usłyszenia w "Niezłym ziółku" (klik)!

Sałatka curry (z kręconymi kluskami)

Jestem, jestem, ale z uwagi na urodziny syna bardzo zajęta. Co roku prosi o ten sam zestaw przekąsek i słodyczy. Sałatka z kręconymi kluskam...