Autoreklama

Autoreklama

2016/04/27

Sezon na pęczki

Pełno dymek, botwinek, szparagów... 


Pod domem pękają pączki jabłoni - można je zanurzyć w oliwie i wygrzać na słońcu na olejek jabłkowy, podobno antymigrenowy. Tylko słońce znowu gdzieś sobie poszło...

2016/04/25

Goło i wesoło

Córka ma kota, na punkcie kotów, a że ma również uczulenie na kocią sierść mamy w domu małą plagę egipską (rzekomo z Ameryki Północnej pochodzącą).


Co rano głośno domaga się jeść, pieszczot i słońca. Na stwierdzenie, że przykro nam, ale tydzień zapowiada się pochmurny woła głośno: OŁNOOOŁ!


Potrafi mówić też A MAMA? i HELOOOŁ;))) A to w ogóle kot jest???

2016/04/22

Dzień Ziemi

Córka odebrała dziś nagrodę za projekt plakatu promującego Dzień Ziemi (klik). Będzie wykorzystany przez organizatora - Wydział Nauk o Ziemi i Gospodarki Przestrzennej oraz Wydział Artystyczny UMCS w Lublinie do obchodów tego święta w przyszłym roku. Piękna, koronkowa robota, z uwspółcześnionym ludowym motywem kwiatów - no pękam z dumy. Szkoda że na razie nie możecie go zobaczyć, ale cóż - wszelkie prawa zastrzeżone. W zamian ślę zdjęcia - wakacyjne wspomnienia z 2013 roku.



Zwykle Dzień Ziemi promuje niebieska planeta i piękne widoki, ale ziemia to również czarna gleba, która wydaje plony, karmi nas i (z)nosi. Właśnie tak o Niej dziś myślę.

2016/04/21

Inspirująca kuchnia św. Hildegardy

Lubię ją, choć w moim wydaniu jest uzupełniona o akcenty słowiańskie: kaszę gryczaną, jaglaną, żytni chleb (tak, wolę od orkiszowego) czy kiszone ogórki:)


Jem również niezbyt przez Hildegardę poważane ziemniaki i pomidory. W pełni zgadzam się jednak co do zasady - ma być świeżo, ciepło i odżywczo.


Bez mąki orkiszowej i bertramu swojej kuchni już sobie nie wyobrażam, a jak tylko słabiej się czuję poranna orkiszanka stawia mnie na nogi. Polubiłam też pigwy i fenkuły, a co do kasztanów jadalnych... cóż... zostańmy przy kasztanowej mące;) Odkopałam smak morwy i przetworów z derenia, za to wciąż szukam owoców nieszpułki i korzenia pasternaku.


Staram się mocno nie wydziwiać, chętnie zjadam posiłki przygotowane przez innych, a jeśli jeszcze oferują coś, co sami wyhodowali - tylko chylę czoła.


Kuchnia Hildegardy zainspirowała już Marka Zarębę (autor "Jaglanego detoksu" i "Leczenia dietą", twórca gotujzdrowo.com), z jej wskazówek żywieniowych korzystała Natalia Kożuchowska (tej pani chyba nie muszę nikomu przedstawiać), to może i ktoś z Was chciałby?

PS. Kolaże zrobiłam dla Sklepu Hildegarda (zapraszam do polubienia strony na fb - KLIK) a bardziej szczegółowy opis zasad kuchni odsyłam Was na blog Towarzystwa (KLIK).

2016/04/18

Zielono mi

Nie chce mi się sadzić bratków, kwiatków ani innych pelargonii. Zadowolę się drzewami pod domem, zwłaszcza, że mam ich od groma. Plany na ten tydzień? - wspierać moją gimnazjalistkę, która właśnie zaczęła swoją pierwszą, trzydniową sesję.


Chłońcie zieloność i do zobaczenia za jakiś czas!

2016/04/16

Kulinarna podróż bez GPSu

Zgodzicie się chyba, że gotowanie francuskiej zupy cebulowej według przepisu Michela Morana (czy innej, równie spektakularnej w nazwie czy z powodu znanego autora) a gotowanie zupy zgodnie z tym co nas aktualnie w warzywniaku oczarowało/w ogrodzie wyrosło i co tam nam w duszy gra, to dwa zupełnie różne doświadczenia. Pierwsze owszem ułatwia orientację i cyzeluje formę, ale raczej nie osiągniecie w ten sposób kulinarnej niezależności i zaufania do siebie. Przesadne pilnowanie gramatury czy kolejności dodawania kradnie luz, radość i niepostrzeżenie czyni z nas kucharza na emocjonalnym debecie czy jeszcze gorzej - zombi w kuchni.


Gotowanie dań szczególnie oryginalnych też nie jest przejawem twórczości, bo przesadnie koncentruje nas na efekcie, którzy ma być przecież nieziemski. Poza tym jak długo możemy gotować coś, czego jeszcze nie było? (Granica między oryginalnością a wydziwianiem jest niezwykle cienka.) Jednak gdzieś pomiędzy nużącą uległością a nieziemską egzaltacją rozciąga się prawdziwy obszar twórczego kucharzenia, pełen ciekawości, bycia blisko siebie i bycia żywym. Przyjemnie jest być twórczym kucharzem:)

Co jednak będzie jak zamienię przepisy na pomysły, czy jesteście gotowi na kulinarną podróż bez GPSu?

2016/04/14

Dziczyzna roślinna w kwietniu

W marketach łąkowych trwa promocja - wszystko świeże, młode i za free, więc od połowy kwietnia nie rozstaję się z opisami roślin, przepisami i felietonami Łukasza Łuczaja, bo choć dzikie budzi we mnie więcej obaw niż pryskane, to jednocześnie pociąga.


Pokrzyw nie da się z niczym pomylić - parzą, choć młode listki prawie wcale, ale wystarczy dobrze je zgnieść albo sparzyć, by przestały. Fiołki aktualnie można znaleźć wszędzie, nawet kierując się wyłącznie nosem. Z bluszczykiem kurdybankiem jest pewien kłopot, ale jak pojawią się jego charakterystyczne fioletowo-niebieskie kwiatuszki, wszystko stanie się jasne. Liście babki zna chyba każdy z mojego pokolenia - przykładaliśmy je sobie na zdarte na asfalcie kolana, znamy też mniszka (mleczyk) i tasznik (serduszkowate drobne owoce wyglądające jak listki i biała "kaszka" kwiatka), choć w tym ostatnim najzdrowsza jest akurat rozetka pojawiająca się na przełomie zimy i wiosny (nigdy nie mogę jej znaleźć, ale jak tylko wyrośnie z nich łodyżka z drobnymi, białymi kwiatkami - które również są jadalne - znalezienie tasznika staje się prościzną).

Nawet jeśli nie jem ich codziennie, miło wiedzieć które właśnie mijam, zwłaszcza że są wszędzie. Oczywiście tych przy polach uprawnych (pestycydy) i przy ruchliwych ulicach (tlenek ołowiu) nie zrywam do talerza, a jak je zjadam? - najprościej jak się da - z jajkiem w omlecie (można też wrzucić do zupy albo przesmażyć na maśle do kanapki).

Viriditas - zieloność, dzielność (chwasty doprawdy potrafią rosnąć wszędzie), moc która przenika ciało, spróbujcie. Kto nie ma odwagi zrywać niech poszuka w sklepie nalewki z fiołka (rozwesela) albo ziela/soku z pokrzywy (oczyszcza). U mnie furorę robi krem z fiołka i róży (o taki - KLIK), szukałam go ostatnio po cały domu i gdzie znalazłam? - u córki na półce w łazience:)

2016/04/13

Wiejskie racuchy

Zsiadłe mleko jest lżej strawne, smaczne i dobre dla flory bakteryjnej naszych jelit. Zachęcam do korzystania z jego mocy.


Składniki: 250g mąki orkiszowej, 1 saszetka suszonych drożdży (7g), 250ml zsiadłego mleka, 2 wiejskie jaja, 2 łyżki miękkiego masła (zimne można roztopić i przestudzić), szczypta soli, 1-2 jabłka (lub banany - racuchy są wtedy słodsze), opcjonalnie 1-2 łyżki surowego cukru trzcinowego gdy jabłka są kwaśne (lub puder do posypania), masło klarowane lub olej (może kokosowy?) do smażenia.

Mąkę, drożdże, mleko, masło, jajka i sól mieszam na jednolite ciasto. Pozostawiam go do wyrośnięcia na godzinę. Jabłka/banany obieram, kroję w słupki i dodaję do wyrośniętego ciasta, mieszam. Smażę na rozgrzanym tłuszczu z obu stron na złoto. Osączam na papierowym ręczniku lub kratce. Pycha!

2016/04/12

Rolnik sam w dolinie

Jedni robią zakupy w sklepach bio-eko, drudzy kierują się bezpośrednio do zaufanego rolnika. Ludzie skrzykują się i umawiają na regularne dostawy naturalnego dobra, powstają kooperatywy. Na Lubelszczyźnie jest jeszcze dużo drobnych, tradycyjnych rolników, nie jesteśmy (jeszcze) tak zanieczyszczonym regionem/krajem, by z tego nie korzystać. Nie bójmy się kupować od "wiejskiej baby".


Nocą zsiadło mi się mleko, biorę się za robienie prawdziwych racuchów, z orkiszowej mąki i jabłek. Na dworze wciąż zimno, czekam na słońce.

W internecie krąży filmik, na którym trzy pokolenia wypowiadają się na temat zabaw swojego dzieciństwa. Najstarsze zakładało plantacje, środkowe bawiło się na trzepaku, najmłodsze - spędza czas wirtualnie. Ale czemu się dziwimy? Dawniej dzieci widziały rodziców w polu i w zagrodzie, wiedziały jak i po co pracują i naśladowały ich w zabawie. Dziś trudno sobie wyobrazić na czym polega praca rodziców, wiadomo tylko, że są z niej pieniądze zgromadzone w banku i wypłacane plastikową kartę. To i w co się bawić? 

Czy to je (dzieci) smuci? Nie, w takich czasach dorastają. Czy nas (dorosłych) to smuci? Tak, ale nasze czasy już nie powrócą. Moi teściowie są prawdopodobnie ostatnim pokoleniem w rodzinie, które wstaje co rano oporządzić krowę. Czy ja/Ty jesteśmy gotowi zająć ich miejsce? 

Ciepło - zimno, czyli kwiecień - plecień

Aktualnie w Lubelskim zimno, a kto dodatkowo jak ja jest zmarzluchem po chorobie, ten z pewnością nie pogardzi orkiszowo-fasolowym rosołem. Pamiętajcie, że komfort termiczny przede wszystkim - wychłodzona śledziona i żołądek nie pracują dobrze.


Nie jest to żaden przepis, raczej pomysł. Chodzi o to, by namoczyć na noc (osobno) a potem ugotować fasolę i orkisz, dodać do drobiowo-warzywnego lub wegetariańskiego rosołu i zjeść ze smakiem. Szczypta galgantu i bertramu albo kurkumy będzie jak najbardziej na miejscu.

Osobom, którym ciągle gorąco (doprawdy, nie wiem jak oni to robią), polecałabym raczej sałatę skąpaną w dobrym oleju (słonecznikowy, dyniowy) z dodatkiem wody i octu winnego, z ziołami i ziarnami orkiszu. Z kromką prawdziwego, żytniego chleba.

Ach, dzisiaj Światowy Dzień Czekolady, ja nie zapomnę zjeść solidnego kawałka, a Wy?:) Wybierajcie tę dobrej jakości.

2016/04/09

Piękna kuchnia św. Hildegardy

Prezentuję obiecany zestaw slajdów z sympozjum - miłego oglądania (oczywiście zdjęcia pokazują naturalne potrawy, nie są retuszowane ani w inny sposób "udoskonalane", choć oczywiście wykonywane z troską o estetykę).

na zdjęciu rosół z dynią - KLIK po przepis

kilka słów o leczniczych odmianach orkiszu - KLIK


 pełny zielnik - KLIK

więcej informacji o zalecanych - KLIK i zakazanych produktach - KLIK


zioła do kupienia tutaj - KLIK

na zdjęciu szarlotka - KLIK po przepis

przepisy: zdrowa "zupka chińska" - KLIK, kolorowe naleśniki - KLIK, lubelskie cebularze - KLIK

przepisy: makaron kasztanowy - KLIK, bezglutenowe gofry - KLIK, sznycel z cukinii - KLIK



Kilka słów podziękowań zamieściłam na stronie Polskiego Towarzystwa Przyjaciół św. Hildegardy - KLIK.

2016/04/07

Wegetariański, bezglutenowy... sznycel

Nie mają ze mną łatwo - kto zostaje w domu, ten pozuje, tym razem trafiło na męża. Danie bezmięsne i bezglutenowe, przewrotnie sznyclem nazwane. Zdaniem męża smaczne (oczywiście jako przekąska), przepis powędrował do Radia Warszawa - KLIK.



Tymczasem zamykam zimę w szafach, najwyższy już czas, bo stara mirabelka obsypała się kwieciem i lada chwila rozwiną się pączki jabłoni. W bibliotece trafiłam na "Okupację od kuchni" - wstrząsająca lektura na czas dobrobytu, aż wstyd narzekać, że nam czegokolwiek brakuje. Ludzie chcieli przeżyć, potem przeżyć godnie, teraz sami już nie wiedzą czego chcą. Na stole czerwone tulipany od Ewy, dodają koloru i energii potrzebnej mi na sobotę.

2016/04/02

Mimo-za zaprasza na sympozjum

Kochani,
wszystkich zainteresowanych kuchnią św. Hildegardy zapraszam na spotkanie jej miłośników do Lublina. Opowiem trochę o naturze pożywienia, potrzebie termicznego komfortu organizmu i życiu w harmonii. Szczegóły tutaj - KLIK, klik. Oczywiście zilustruję wszystko zdjęciami (poniżej dwa pierwsze slajdy). To co - widzimy się?:)



Skraplanie

Dawne wzorki malowane przez mróz na szybach, zastępuje widok wody skroplonej na oknach. Uszczelniliśmy domy a zimy złagodniały. ...