Autoreklama

Autoreklama

2017/12/10

Skraplanie

Dawne wzorki malowane przez mróz na szybach, zastępuje widok wody skroplonej na oknach. Uszczelniliśmy domy a zimy złagodniały.


Skraplają się uczucia minionych tygodni, nadszedł czas by odparowały. Testuję nowy obiektyw, który dostałam na Mikołaja. A jutro piekę chleb :-)

2017/12/09

Zakwas na chleb

Robię go z najlepszej mąki, jaką mam w domu. Dobrze, żeby była z pełnego przemiału. Jeśli chcecie zrobić zakwas biały - levain, mąkę orkiszową pełnoziarnistą kupicie tutaj - klik



D z i e ń  1 (pierwsze podwójne zdjęcie):
Wyparzam duży słoik. Sypię do niego 100g mąki i wlewam 100 ml przegotowanej letniej wody. Przykrywam lnianą ściereczką, przymykam wieczko (ale nie zamykam słoika) i stawiam przy kaloryferze. Potrzebne mu przyjemne ciepło.

D z i e ń  2:
Zakwas delikatnie bąbelkuje i lekko się rozwarstwia. Dodaję kolejne 100g mąki oraz 100 ml letniej, przegotowanej wody. Mieszam i odkładam tam, gdzie wcześniej. Niech dalej pracuje.

D z i e ń  3:
Zakwas ma już dojrzałą strukturę z wyraźnymi bąbelkami, znacznie zwiększa się też jego objętość. Zapach ma lekko kwaśny owocowo-octowy, to dobrze. Dodaję 100g mąki i tym razem 60ml letniej przegotowanej wody. Dzięki temu będzie dłużej przerabiał mąkę i będzie gęstszy. Mieszam i słoik stawiam na blacie, teraz musi mieć trochę chłodniej. Praca wre w nim już na potęgę.

D z i e ń  4 (zdjęcie z kotem):
Ostatni dzień dokarmiania. Pachnie winem i octem, kwaśno. Dodaję 100g mąki i 60ml letniej przegotowanej wody. Mieszam i zostawiam na blacie tym razem na 12 a nie 24 godziny. Uwaga, może wykipieć, jeśli słoik nie był dość duży.

D z i e ń  5:
Mam pełen słoik zakwasu. Nadwyżki zużyję do zrobienia naleśników, bułek, racuszków. Warto, bo zakwaszona mąka jest pełna dobroczynnych bakterii. Młody zakwas (zwłaszcza orkiszowy) jest zbyt słaby, by dobrze spulchnić ciasto, więc piekąc pierwsze chleby dodaję odrobinę drożdży spożywczych dobrej jakości. 


Ku pamięci: korzystałam z książki Piotra Kucharskiego "Chleb".

2017/12/08

No fotos


Nastawiłam prosto robiony zakwas, z najlepszej mąki jaką miałam w domu. Co roku w grudniu nachodzi mnie tęsknota za zapachem domowego chleba. Oczywiście na początku będzie słaby i bez dodatku drożdży się nie obędzie, ale mam te dobrej jakości, pędzone na melasie buraczanej. Córka prosi o chleb czekoladowy, od miesięcy.

Żeby nie było,
wczoraj a czasem i dzisiaj obiad bywa z garmażerki. W idealnym świecie moja rodzina z apetytem pałaszuje wyrabiane przeze mnie dania, dając się fotografować w pięknym świetle i cudownie zaaranżowanych przestrzeniach (przez kogo? za ile?). Bzyyyt. Świat idealny nie istnieje. Jest za to świat dość dobry, a w nim osiedlowe garmażerki.

Aha, pierogi zostały wykonane, uwiecznione (klik), trwa jedzenie. Z blisko dwudziestki różnych ujęć i aranżacji dwa zdjęcia okazały się wyraźne, niestety nie te w czerwonej, świątecznej misie (która okazała się niefotogeniczna). Obiecanego przez synoptyków słońca nie było a do osiedlowej rupieciarni nie dotarłam. Marzę o koszykach rozrostowych do chleba.

Zrobiłam przegląd książek kulinarnych i na przedzie ustawiłam te z kuchnią polską i retro. Zjadam "paprykarz szczeciński" (klik) albo jajka na miękko z pumperniklem, syn prosi o kopytka, zamiast kawy z mlekiem piję kawiankę z wodą, dominuje smak gorzki a na blogu - niezależność. 


2017/12/06

Zdjęć nie będzie


P i ą t a  p i ę ć d z i e s i ą t - ciemno, pocieszam się, że o szóstej pięćdziesiąt nie byłoby jaśniej. Na śniadanie sobie i córce przygotowuję budyń zbożowy z owocami (klik), syn woli wczoraj robione naleśniki (klik), mąż nie jada śniadań, wybiera spanie do ostatniej chwili. Furczy ekspres, nastawiony po omacku przez córkę, pachnie nową kawą z pomarańczami. Jak wszyscy opuszczą dom, zostaną dwie brudne miski, otwarte pudełko po kaszce instant, obierki, upaćkany nóż, mały rondelek, cztery do sześciu kubków, łyżki, talerze. Nie do wiary.

D o c h o d z i  d z i e w i ą t a, zamieściłam wpisy i powinnam wziąć się za produkcję modela do zdjęć. Pogoda jednak niełaskawa, ciemno i deszcz zacina. Brak światła wygonił mnie ostatnio na balkon, gdzie urządziłam sobie prowizoryczne studio, przyklejając tapetę z drewnianym motywem do plastikowej skrzynki narzędziowej. Stary fotograficzny trik. Jednak przy dużym wietrze model potrafi sfrunąć piętro w dół i potem ani go zjeść, ani uwiecznić. Ostatnio wiatr zerwał mi nawet tapetę, podstępnie nocą. Doświadczenie mówi mi więc, że dzisiaj nic z tego. Czas robić obiad dla rodziny.

P i ę t n a s t a, znowu ciemno. Piekę buraki, bo pogoda na jutro obiecuje przejaśnienia. Oczywiście w dniu zaplanowanych wizyt lekarskich, więc z aparatem będę mogła co najwyżej pomykać Lubartowską (klik). Może zabrać danie z buraków ze sobą? (wraz z torbą dodatków do świątecznej stylizacji). Córka biega po domu w czapce mikołaja, podobno dzięki niej będzie miała zniżki na lodowisku. Czekam na odbiór faktur, nadaremno, kot w kuchni okupuje okolice piekarnika. W wolnych chwilach przeglądam w necie stylizacje świąteczne, ceny przyprawiają mnie o zawrót głowy, więc obiecuję sobie wznowić czwartkowe wypady do osiedlowej rupieciarni po fajans i tkaniny. Przypominam sobie, że czwartek jest jutro.

P r z e d  s n e m  trę pieczone buraki na drobno, rano po ciemku będę zagniatała ciasto na pierogi. Jeśli nawet domyślacie się co to będzie za danie, to niech to zostanie naszą tajemnicą. Znowu pachnie pomarańczową kawą. Cóż, musicie mi uwierzyć na słowo, bo zdjęć nie będzie.

2017/12/01

Witaj grudniu!

W październiku grudzień, styczeń w listopadzie, tak z grubsza toczy się praca blogera.  



Zdjęcie cantucci (włoskie biszkopciki z migdałami i żurawiną) robiłam miesiąc temu (przepis wkrótce tutaj - klik). Pamiętam, zastanawiałam się wtedy co u mnie się zmieni, czy znajdę odpowiedzi na nurtujące mnie pytania, czy domknę sprawy? Im jestem starsza, tym życie wydaje mi się bardziej skomplikowane. 

Witaj więc grudniu, jaki będziesz? Mam nadzieję, że łaskawszy. Na moim nocnym stoliku wspaniałe "Nieznane więzy natury" Wohllebena i "Retro kuchnia" Ani Włodarczyk.

2017/11/25

2017/11/24

Rób swoje i patrz pod nogi

Depczę sama sobie po piętach, patrzę to w tył, to do przodu, zamiast pod nogi. 



Muszę dopiąć kilka spraw, żeby wejść ze spokojem w rok 2018. Nie będzie mnie przez chwilę, ale zaglądajcie proszę tu i tutaj czasem też. Na zdjęciach kulinarna foto-zapowiedź grudnia. 


Idę robić swoje i patrzeć pod nogi.


2017/11/20

Jesz łyżką czy oczami?

Zostałam zaproszona do hildegardyzacji przepisów na rok 2018, więc sezon na "nie ruszaj - to na bloga" będzie kontynuowany 😆 (poniżej portret drzewa - miejska brzoza).



Ponieważ jednak nie da się jednocześnie trzymać w ręku przysłowiowej łyżki i aparatu, przyznałam, że wolę aparat, potem słowo. Pracę w kuchni traktuję jak rodzaj medytacji, gotuję intymnie, w pojedynkę. Tutaj bardzo dochodzi do głosu mój introwertyzm, choć z przyjemnością przepracowałam z grupami wiele lat. Warsztaty kulinarne prowadzić? Oj nie, no może kiedyś.


Mam do Was jednak fotozapytanie i nie chodzi o to czym jecie (bo pewnie 🍴). Bardziej interesuje mnie na ile kontrowersyjne są dla Was zdjęcia że tak to ujmę naturalistyczne? Surowe mięso (uwaga! jeleń), skubanie kury, gołe udka, wiejskie jaja z błotem? Bo jak mi Kaśka powiedziała (klik) ludzie to teraz bardzo wydelikaceni są. Na reklamach czyste kurki jedzą ziarno z ręki a psy robią twarde kupy. Tymczasem pierwsze przymrozki, nadchodzą szron, szadź i inne zjawiska pogodowe...

2017/11/18

"Sos pomidorowy" z warzyw korzeniowych

Ja wiem - tytuł posta jest przewrotny, brzmi jak PRL-owski erzac typu sernik bez sera, wyrób czekoladopodobny, albo - wersja współczesna - wegetariański "sznycel". Po sezonie świeże pomidory smakują jednak plastikowo a puszkowane trącą aluminium (jedynie na słoikowe przeciery spoglądam przychylnie). 


"Sos pomidorowy" robię więc z selera, pietruszki, marchwi i buraka:) Smakuje równie dobrze, choć bardziej słowiańsko i świetnie sprawdza się na pizzy, albo lepiej - na podpłomyku:) Jeśli z makaronem, to najlepsze kupuję tutaj - klik.

Składniki: cebula, seler, pietruszka, marchew, pieczony lub parowany burak, masło klarowane, przyprawy: ziele angielskie, liść laurowy (polecam też bertram, macierzankę, kolendrę, kumin), sól i pieprz kubeba do smaku.

Seler, pietruszkę, marchew i buraka ścieram na tarce jarzynowej. Cebulę kroję w piórka i przesmażam na klarowanym maśle, dodaję starte warzywa i chwilę smażę mieszając, dodaję przyprawy, zalewam wodą i gotuję do miękkości. Ugotowane miksuję.


2017/11/17

Nowe w książkościsku

Do tej pory byłam przekonana, że upał to najgorsza forma istnienia świata, jednak tegoroczny listopad mocno załazi mi za skórę. Śledzę prognozy pogody wypatrując przejaśnień, które z dnia na dzień przesuwają się coraz bardziej w głąb tygodnia i kraju. Jedynym ratunkiem są książki.



Pulę finansów na nowe mam ograniczoną, więc muszę dobrze wybrać. Z nowości zdecydowałam się na "Kaukasis" Olii Herkules - przepiękny, kulinarny reportaż i te niesamowite, naturalne zdjęcia! Kolejny raz przekonuję się, że reaktywacja przepisów ma dla mnie większe znaczenie niż tworzenie nowych. Z nostalgią błądzę wzrokiem po tej uszczerbionej w dawny sposób rzeczywistości.

Zamówiłam też "Kuchnię Słowian" Hanny i Pawła Lisów (nagrodzoną w kategorii Prix de la Litterature Gastronomique). Dieta słowiańska wczesnego średniowiecza - nasze kulinarne korzenie. Zaskoczył mnie szarłat (amarantus), soczewica, konopie siewne. Len zamiast rzepaku, kasza owsiana. Jestem przekonana, że jako organizmy opornie poddające się procesom ewolucyjnym, łatwiej trawimy i przyswajamy to co od pokoleń rosło na naszej ziemi. 

Z tekstów bardziej czytanych "Piano rysuje sufit", ze względu na Autorkę. Jeszcze nie zaczęłam czytać a już wolałabym prędko nie skończyć. Nie oparłam się też promocjom: na nową "Jadłonomię" i "Rośliny nas ocalą". Teraz najchętniej zakopałabym się z nimi pod kocem lub w kuchni. Życie jednak wzywa.

Skraplanie

Dawne wzorki malowane przez mróz na szybach, zastępuje widok wody skroplonej na oknach. Uszczelniliśmy domy a zimy złagodniały. ...