Autoreklama

2017/05/22

Rozsądne jedzenie - posiłki terapeutyczne

Trawienie szwankuje, metabolizm zwalnia a w genetycznym paszporcie kilka ostrzegawczych stempli. Po cóż czekać na chorobę, skoro można jej zapobiegać? Wchodzę w mickiewiczowski wiek dziadowskich czterdziestu czterech lat i mam nadzieję zainteresować Was terapeutycznym kucharzeniem (do diet odchudzających jakoś nigdy serca nie miałam). Na początek kilka podstawowych zasad dla tych, którzy już dostali od ciała pierwszy sygnał ostrzegawczy.



Posiłki terapeutyczne powinny być przygotowywane z żywności niezubożonej chemicznie. Idealnie byłoby, gdyby wszystkie produkty były nierafinowane i pochodzące z naturalnych upraw, prowadzonych na bogatych, żyznych glebach. W praktyce wystarczy, by były jak najmniej przetworzone. Zainteresujmy się starymi odmianami roślin i jeśli mamy do wyboru sok albo owoc, wybierzmy owoc, a najlepiej warzywo :-)

Posiłki terapeutyczne powinny być proste. Łączenie zbyt wielu składników może prowadzić do zaburzeń trawienia i osłabić zdrowie. Różnorodność jest potrzebna, ale nie realizujmy jej w jednym posiłku.

Posiłki terapeutyczne powinny być ciepłe. Gotowane potrawy są lżej strawne, i nawet jeśli podczas obróbki termicznej utracimy część składników odżywczych, to i tak te, które pozostały, łatwiej będzie nam przyswoić. Wody używajmy jednak oszczędnie (no chyba, że zamierzamy ją potem wypić), najlepiej sprawdza się gotowanie na parze albo pieczenie.

Posiłki terapeutyczne powinny być świeże. Lepiej jest gotować na bieżąco, małe porcje. Świeże jest również to, co lokalne, sezonowe i przechowywane w naturalny sposób (np. orzechy w łupinach nie jełczeją).


Posiłki terapeutyczne powinny być różnorodne. Czasami choroba albo objaw wymagają zastosowania jakiegoś konkretnego produktu i wtedy warto się z nim zaprzyjaźnić (obiecuję ten temat rozwinąć). Najlepiej jednak być otwartym. Jeśli chodzi o "lokalsów" i "światowców" (czyli to, co wyhodowane w naszym regionie i to co sprowadzone), dobrze jest jeść jak najwięcej tego, co regionalne i zdecydowanie mniej tego, co dotarło z daleka.

Terapeutyczne porcje powinny być małe. Mamy się żywić (stąd nazwa "żywność"), a nie obżerać - ilość zastępujmy więc jakością i ewentualnie kalorycznością żywności, jeśli mamy do czynienia ze spadkiem masy ciała (o żywności skondensowanej odżywczo napiszę osobny post). Tak czy siak, od stołu odchodzimy z żołądkiem napełnionym w 80 procentach.

Terapeutyczne kucharzenie to posiłki z sercem. Gotowanie z miłością, uważnością i troską daje najlepsze efekty: zarówno smakowe, jak i lecznicze. Jedzenie to również wspólnota stołu: ważne co, z kim i w jakiej atmosferze jemy.


I jeszcze jedno - dieta nie leczy poważnych schorzeń, jedynie (a może aż?) zapobiega im i wspomaga leczenie. W kolejnych postach kilka propozycji z serii "jedzenie na leczenie", zaglądajcie.


2 komentarze:

Dziękuję

Zupa kolagenowa

Co bardziej wrażliwych uprasza się o nie czytanie. Zupa gotowana jest bowiem na cielęcych kościach ze szpikiem. Potrzebna każdemu kto pracuj...