Nie mogłam sobie odmówić tej przyjemności i zamieszczam. Zdjęcia naturalne, bez zmian w postprodukcji.
25/11/2017
20/11/2017
Jesz łyżką czy oczami?
Zostałam zaproszona do hildegardyzacji przepisów na rok 2018, więc sezon na "nie ruszaj - to na bloga" będzie kontynuowany 😆 (poniżej portret drzewa - miejska brzoza).
Ponieważ jednak nie da się jednocześnie trzymać w ręku przysłowiowej łyżki i aparatu, przyznałam, że wolę aparat, potem słowo. Pracę w kuchni traktuję jak rodzaj medytacji, gotuję intymnie, w pojedynkę. Tutaj bardzo dochodzi do głosu mój introwertyzm, choć z przyjemnością przepracowałam z grupami wiele lat. Warsztaty kulinarne prowadzić? Oj nie, no może kiedyś.
Mam do Was jednak fotozapytanie i nie chodzi o to czym jecie (bo pewnie 🍴). Bardziej interesuje mnie na ile kontrowersyjne są dla Was zdjęcia że tak to ujmę naturalistyczne? Surowe mięso (uwaga! jeleń), skubanie kury, gołe udka, wiejskie jaja z błotem? Bo jak mi Kaśka powiedziała (klik) ludzie to teraz bardzo wydelikaceni są. Na reklamach czyste kurki jedzą ziarno z ręki a psy robią twarde kupy. Tymczasem pierwsze przymrozki, nadchodzą szron, szadź i inne zjawiska pogodowe...
Mam do Was jednak fotozapytanie i nie chodzi o to czym jecie (bo pewnie 🍴). Bardziej interesuje mnie na ile kontrowersyjne są dla Was zdjęcia że tak to ujmę naturalistyczne? Surowe mięso (uwaga! jeleń), skubanie kury, gołe udka, wiejskie jaja z błotem? Bo jak mi Kaśka powiedziała (klik) ludzie to teraz bardzo wydelikaceni są. Na reklamach czyste kurki jedzą ziarno z ręki a psy robią twarde kupy. Tymczasem pierwsze przymrozki, nadchodzą szron, szadź i inne zjawiska pogodowe...
18/11/2017
"Sos pomidorowy" z warzyw korzeniowych
Ja wiem - tytuł posta jest przewrotny, brzmi jak PRL-owski erzac typu sernik bez sera, wyrób czekoladopodobny, albo - wersja współczesna - wegetariański "sznycel". Po sezonie świeże pomidory smakują jednak plastikowo a puszkowane trącą aluminium (jedynie na słoikowe przeciery spoglądam przychylnie).
"Sos pomidorowy" robię więc z selera, pietruszki, marchwi i buraka:) Smakuje równie dobrze, choć bardziej słowiańsko i świetnie sprawdza się na pizzy, albo lepiej - na podpłomyku:) Jeśli z makaronem, to najlepsze kupuję tutaj - klik.
Składniki: cebula, seler, pietruszka, marchew, pieczony lub parowany burak, masło klarowane, przyprawy: ziele angielskie, liść laurowy (polecam też bertram, macierzankę, kolendrę, kumin), sól i pieprz kubeba do smaku.
Seler, pietruszkę, marchew i buraka ścieram na tarce jarzynowej. Cebulę kroję w piórka i przesmażam na klarowanym maśle, dodaję starte warzywa i chwilę smażę mieszając, dodaję przyprawy, zalewam wodą i gotuję do miękkości. Ugotowane miksuję.
Składniki: cebula, seler, pietruszka, marchew, pieczony lub parowany burak, masło klarowane, przyprawy: ziele angielskie, liść laurowy (polecam też bertram, macierzankę, kolendrę, kumin), sól i pieprz kubeba do smaku.
Seler, pietruszkę, marchew i buraka ścieram na tarce jarzynowej. Cebulę kroję w piórka i przesmażam na klarowanym maśle, dodaję starte warzywa i chwilę smażę mieszając, dodaję przyprawy, zalewam wodą i gotuję do miękkości. Ugotowane miksuję.
17/11/2017
Nowe w książkościsku
Do tej pory byłam przekonana, że upał to najgorsza forma istnienia świata, jednak tegoroczny listopad mocno załazi mi za skórę. Śledzę prognozy pogody wypatrując przejaśnień, które z dnia na dzień przesuwają się coraz bardziej w głąb tygodnia i kraju. Jedynym ratunkiem są książki.
Pulę finansów na nowe mam ograniczoną, więc muszę dobrze wybrać. Z nowości zdecydowałam się na "Kaukasis" Olii Herkules - przepiękny, kulinarny reportaż i te niesamowite, naturalne zdjęcia! Kolejny raz przekonuję się, że reaktywacja przepisów ma dla mnie większe znaczenie niż tworzenie nowych. Z nostalgią błądzę wzrokiem po tej uszczerbionej w dawny sposób rzeczywistości.
Zamówiłam też "Kuchnię Słowian" Hanny i Pawła Lisów (nagrodzoną w kategorii Prix de la Litterature Gastronomique). Dieta słowiańska wczesnego średniowiecza - nasze kulinarne korzenie. Zaskoczył mnie szarłat (amarantus), soczewica, konopie siewne. Len zamiast rzepaku, kasza owsiana. Jestem przekonana, że jako organizmy opornie poddające się procesom ewolucyjnym, łatwiej trawimy i przyswajamy to co od pokoleń rosło na naszej ziemi.
Z tekstów bardziej czytanych "Piano rysuje sufit", ze względu na Autorkę. Jeszcze nie zaczęłam czytać a już wolałabym prędko nie skończyć. Nie oparłam się też promocjom: na nową "Jadłonomię" i "Rośliny nas ocalą". Teraz najchętniej zakopałabym się z nimi pod kocem lub w kuchni. Życie jednak wzywa.
Pulę finansów na nowe mam ograniczoną, więc muszę dobrze wybrać. Z nowości zdecydowałam się na "Kaukasis" Olii Herkules - przepiękny, kulinarny reportaż i te niesamowite, naturalne zdjęcia! Kolejny raz przekonuję się, że reaktywacja przepisów ma dla mnie większe znaczenie niż tworzenie nowych. Z nostalgią błądzę wzrokiem po tej uszczerbionej w dawny sposób rzeczywistości.
Zamówiłam też "Kuchnię Słowian" Hanny i Pawła Lisów (nagrodzoną w kategorii Prix de la Litterature Gastronomique). Dieta słowiańska wczesnego średniowiecza - nasze kulinarne korzenie. Zaskoczył mnie szarłat (amarantus), soczewica, konopie siewne. Len zamiast rzepaku, kasza owsiana. Jestem przekonana, że jako organizmy opornie poddające się procesom ewolucyjnym, łatwiej trawimy i przyswajamy to co od pokoleń rosło na naszej ziemi.
Z tekstów bardziej czytanych "Piano rysuje sufit", ze względu na Autorkę. Jeszcze nie zaczęłam czytać a już wolałabym prędko nie skończyć. Nie oparłam się też promocjom: na nową "Jadłonomię" i "Rośliny nas ocalą". Teraz najchętniej zakopałabym się z nimi pod kocem lub w kuchni. Życie jednak wzywa.
15/11/2017
Domowy "paprykarz szczeciński"
Próbowałam analizować pochodzenie moich rodzin od strony taty i mamy, ale uznałam że ciało zna odpowiedź. Kuchnia francuska i włoska mnie nie porywają, raczej ciągnie mnie na wschód. Mam najstarszą z grup krwi, słowiańskie korzenie i sentyment do przepisów PRL-u (klik). Taka jest moja kulinarna tożsamość. Dziś "paprykarz szczeciński" Liski - klik, klik.
Składniki: 4 łyżki masła klarowanego, 1 cebula i 2 ząbki czosnku drobno posiekane, 3 starte na grubej tarce marchewki, 2 liście laurowe, ziele angielskie i majeranek (2 łyżeczki), papryka słodka w proszku (2 łyżeczki), papryka ostra i wędzona (po pół łyżeczki), sól, pieprz do smaku, 1 mały koncentrat pomidorowy, 1 wędzona makrela 300-400g (można użyć osączonego tuńczyka z puszki w sosie własnym, ale makrela jest bardziej retro), 1-2 łyżki sosu sojowego, 3/4 szklanki ugotowanego ryżu.
Na patelni rozgrzewam masło klarowane i smażę na nim cebulę aż się zeszkli. Dodaję czosnek, marchew i chwilę przesmażam. Podlewam wodą (ok 1/3 szklanki), wrzucam liść laurowy, ziele angielskie i duszę 10 minut aż marchew zmięknie. Dodaję majeranek, paprykę (wszystkie rodzaje), ryż, koncentrat i duszę około 3 minuty. Dodaję rozdrobnioną makrelę (wcześniej starannie usuwam ości), dokładnie mieszam. Połowę porcji miksuję i mieszam z resztą, doprawiam do smaku (sól, pieprz, sos sojowy).
Przyznaję - dałam też szczyptę trzcinowego cukru, by zrównoważyć smak kwaśny. Mąż za to dokroił do niego ostrej papryczki twierdząc, że jego PRL był bardziej pikantny. Można też zrobić z ryżem orkiszowym. Na żytnim chlebie smakuje bosko! W tle leci U2...
PS. Fenomen PRL-u polegał na tym, że choć w sklepach nie było nic, to na stołach było zawsze.
Składniki: 4 łyżki masła klarowanego, 1 cebula i 2 ząbki czosnku drobno posiekane, 3 starte na grubej tarce marchewki, 2 liście laurowe, ziele angielskie i majeranek (2 łyżeczki), papryka słodka w proszku (2 łyżeczki), papryka ostra i wędzona (po pół łyżeczki), sól, pieprz do smaku, 1 mały koncentrat pomidorowy, 1 wędzona makrela 300-400g (można użyć osączonego tuńczyka z puszki w sosie własnym, ale makrela jest bardziej retro), 1-2 łyżki sosu sojowego, 3/4 szklanki ugotowanego ryżu.
Na patelni rozgrzewam masło klarowane i smażę na nim cebulę aż się zeszkli. Dodaję czosnek, marchew i chwilę przesmażam. Podlewam wodą (ok 1/3 szklanki), wrzucam liść laurowy, ziele angielskie i duszę 10 minut aż marchew zmięknie. Dodaję majeranek, paprykę (wszystkie rodzaje), ryż, koncentrat i duszę około 3 minuty. Dodaję rozdrobnioną makrelę (wcześniej starannie usuwam ości), dokładnie mieszam. Połowę porcji miksuję i mieszam z resztą, doprawiam do smaku (sól, pieprz, sos sojowy).
Przyznaję - dałam też szczyptę trzcinowego cukru, by zrównoważyć smak kwaśny. Mąż za to dokroił do niego ostrej papryczki twierdząc, że jego PRL był bardziej pikantny. Można też zrobić z ryżem orkiszowym. Na żytnim chlebie smakuje bosko! W tle leci U2...
PS. Fenomen PRL-u polegał na tym, że choć w sklepach nie było nic, to na stołach było zawsze.
11/11/2017
Bezpiecznie w kuchni
Zawsze ciągnęło mnie do rzeczy naturalnych. Jakoś mniej boje się brudu, bardziej szkodliwej chemii, nie tylko spożywczej. Za bezpieczne uważam w kuchni:
- s z k ł o, żaroodporne naczynia do zapiekania dostałam od bratowej dawno temu, kilka dokupiłam w osiedlowej rupieciarni, sprawdzają się rewelacyjnie, aktualnie poluję na szklaną deskę do krojenia mięsa;
- d r e w n o (stolnica, deski, miski, mieszadełka), uwielbiam akacjowe, marzę o dębowych, podziwiam te z Pracowni Smoków - klik;
- s t a l n i e r d z e w n ą (nie wchodzi łatwo w reakcje z żywnością), komplet naczyń od taty ma już 15 lat;
- ż e l i w o jest niestety cholernie ciężkie ale mąż kupił mi dwie patelnie: podręczną (na zdjęciu) i grillową, można je dowolnie traktować druciakami bez obawy, że się porysują, za to lepiej je po myciu od razu do sucha wycierać. Kiedyś uzbieram na żeliwny garnek do wypieku chleba.
- g l i n ę, mam taką garnuszko-miskę, w którym gotuję owsianki (kosztowała 19 zł, jedna mi pękła i teraz nie ma gdzie dokupić) oraz podłużną formę do ciasta, są cudownie retro. Uwielbiam gliniane doniczki i kamionkowe naczynia - do kupienia w osiedlowej rupieciarni za grosze (zdjęcie poniżej).
- o g i e ń - tak, tak, kuchenki gazowe to jest to, podczas spalania powstaje dwutlenek węgla, woda i para wodna - żaden z tych związków nie stanowi zagrożenia dla zdrowia człowieka.
Garnki emaliowane są cudne, ale łatwo odpryskują, choć te przywiezione sto lat temu zza wschodniej granicy (jako posag, miałam wtedy 17 lat) wydają się nie do zdarcia.
Plany rewolucji kuchennych:
- zamienić puszki na ceramikę i szkło;
- wywalić plastik, bo nie jest fantastik;
- skreślić z listy zakupowej garnki miedziane
(aluminowe już dawno nie mają racji bytu);
- mikrofalę wymienić na robota planetarnego.
To ostatnie to będzie dopiero wyzwanie!
- d r e w n o (stolnica, deski, miski, mieszadełka), uwielbiam akacjowe, marzę o dębowych, podziwiam te z Pracowni Smoków - klik;
- s t a l n i e r d z e w n ą (nie wchodzi łatwo w reakcje z żywnością), komplet naczyń od taty ma już 15 lat;
- ż e l i w o jest niestety cholernie ciężkie ale mąż kupił mi dwie patelnie: podręczną (na zdjęciu) i grillową, można je dowolnie traktować druciakami bez obawy, że się porysują, za to lepiej je po myciu od razu do sucha wycierać. Kiedyś uzbieram na żeliwny garnek do wypieku chleba.
- g l i n ę, mam taką garnuszko-miskę, w którym gotuję owsianki (kosztowała 19 zł, jedna mi pękła i teraz nie ma gdzie dokupić) oraz podłużną formę do ciasta, są cudownie retro. Uwielbiam gliniane doniczki i kamionkowe naczynia - do kupienia w osiedlowej rupieciarni za grosze (zdjęcie poniżej).
- o g i e ń - tak, tak, kuchenki gazowe to jest to, podczas spalania powstaje dwutlenek węgla, woda i para wodna - żaden z tych związków nie stanowi zagrożenia dla zdrowia człowieka.
Garnki emaliowane są cudne, ale łatwo odpryskują, choć te przywiezione sto lat temu zza wschodniej granicy (jako posag, miałam wtedy 17 lat) wydają się nie do zdarcia.
Plany rewolucji kuchennych:
- zamienić puszki na ceramikę i szkło;
- wywalić plastik, bo nie jest fantastik;
- skreślić z listy zakupowej garnki miedziane
(aluminowe już dawno nie mają racji bytu);
- mikrofalę wymienić na robota planetarnego.
To ostatnie to będzie dopiero wyzwanie!
Subskrybuj:
Posty (Atom)














