Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lektury. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lektury. Pokaż wszystkie posty

18/09/2019

Rozmowy o kuchni i kulturze

Polenta była w XVII i XVIII wieku podstawą biednej kuchni wiejskiej (we Włoszech - moje przypomnienie) i spowodowała potworną awitaminozę. A wiesz dlaczego rdzenna ludność Ameryki nie cierpiała na awitaminozę, choć kukurydza stanowiła znaczną część ich pożywienia? Bo tam jadano ją w całości - z rozmowy Tessy Capponi Borawskiej i Agnieszki Drotkiewicz (Smak kwiatów pomarańczy). Do czego piję? Jedzcie od czasu do czasu pełne ziarna (na zdjęciu owies i gruszki ze skórką).



Mam dziwne upodobania jeśli chodzi o książki - słabo interesuje mnie fikcja, wybieram reportaże i rozmowy, najchętniej o życiu. W "Smaku kwiatów pomarańczy" znalazłam rewelacyjny wykład o kulinarnym średniowieczu (kuchnia była wtedy traktowana jako sztuka pomocnicza dla lekarzy, była częścią dietetyki, sposobem przywracania równowagi) i drugi o tym, jak przestrzeń kuchenna pokazuje (a czasem narzuca) styl naszego biesiadowania. 

Sama mam kuchnię otwartą, przy której sadzam gości wpadających na kawę. Nie przeszkadza mi, że patrzą na moją krzątaninę, bałagan staram się trzymać w ryzach. Jest dość duża, ale we wspólnym gotowaniu się nie odnajduję, wolę rolę zosi-samosi albo oddać pałeczkę i wycofać się do roli obserwatora. A patrzeć na to, co dzieje się w kuchni bardzo lubię, również przez obiektyw.

17/04/2019

Konkurencja

Zajmuję się gotowaniem do sesji zdjęciowych i fotografią, o czym już pewnie wiecie. Dla Towarzystwa i sklepu propaguję dorobek szefowej z Bingen. Od strony kulinarnej, na dietetycznej czy zioło-leczniczej się nie znam, choć dużo o tym czytam.



Książka pana Marka jest i jednocześnie nie jest dla mnie konkurencją. Sama Mniszka oburzyłaby się na jarmuż, soczewicę czy kaszę jaglaną w przepisach a dynia ma wg szefowej termikę ciepłą (pan Marek podaje różnie). Pomidory czy papryka mogą być dodatkami, ale składnikiem głównym nie bardzo. Psiankowate nie dominują. To  powieściowa myśl św. Hildegardy, a ja trzymam się raczej reportażu. Podaję na talerzu zalecenia Benedyktynki i zachęcam byście przetrawili je przez własny układ pokarmowy - taka misja. Do Was należy komentarz w tej sprawie.

Książka jest dla mnie przede wszystkim inspiracją. Do przepisu na chleb wypiekany w żeliwnym garnku z pewnością dodam - jak zaleca autor - pokrzywę i orzechy włoskie a czerstwe nadwyżki pokroję i zanurzę w omlecie ze szpinakiem i kozim serem (albo miętą i masłem cytrynowym), niech się nie zmarnują. Bułeczki orkiszowe z nutą czosnku i pietruszką z powodzeniem zrobię na orkiszowym zakwasie i jak tylko uporam się z niechęcią do lepienia pierogów (no nie jest to moje ulubione zajęcie), zrobię te z cukinią i masłem klarowanym (oliwy nie lubię a i Hildegarda ocenia ją wstrzemięźliwie). 

22/01/2019

Pasta kanapkowa z quinoą

Pomysł pochodzi z książki "Nauka w kuchni" i został przez autora wypatrzony w waszyngtońskim Muzeum Amerykańskich Indian. W oryginale jest zapiekanką, ja jednak zmieniłam trochę proporcje i zrobiłam z niego pastę kanapkową. 


Quinoa jest "petardą, jeśli chodzi o białka, błonnik, wielonasycone kwasy tłuszczowe oraz sole mineralne (...), to znakomite źródło żelaza, magnezu i cynku oraz wapnia i witamin z grupy B (za wyjątkiem niacyny)" - s. 99 książki. Zwróćmy uwagę, żeby nasiona pochodziły z Ameryki Północnej (moja quinoa jest z Peru), nie chcemy przecież objadać ludzi, dla których jest jedynym źródłem pożywienia.

Składniki: 600 g puree z dyni, 150 g quinoi (dla efektu wizualnego pół na pół białej i czerwonej), 150 ml mleka (koziego, migdałowego), 1 jajko od kur z naturalnego chowu, 50 g orzechów nerkowca i/lub migdałów (bez skórki, pokruszonych), 1 łyżka miodu lub syropu klonowego, przyprawy: 1 łyżeczka cynamonu cejlońskiego, pół łyżeczki mielonych goździków i galgantu, kilka ziarenek ziela angielskiego i pieprzu, rozgniecionych, szczypta soli.

Puree robimy piekąc alb rozgotowując w niewielkiej ilości wody dynię (odmianę Hokkaido ze skórką, można też użyć batatów). Po zmiksowaniu powstaje pasta, do której dodajemy przyprawy i migdały.
Quinoę porządnie płuczemy na sicie, pozbywając się tym samym gorzkich saponin. Piekarnik rozgrzewamy do 200 stopni.
Jajko rozkłócamy z mlekiem i miodem/syropem klonowym, dodajemy do naczynia z dynią, wsypujemy quinoę i mieszamy. Tak przygotowaną masę przekładamy do żaroodpornego naczynia z przykrywką (możemy je wysmarować i wysypać, jeśli chcemy po upieczeniu wyjąć zapiekankę w całości, ja zapomniałam i tak powstała pasta:)).
Pieczemy pół godziny aż quinoa zmięknie a wierzch się podpiecze. Smakuje słodkawo, korzennie i orzechowo. 

Dobra na żytnim chlebie, choć osobiście zrobiłabym z nią paprykarz z koncentratem pomidorowym. Ale to za jakiś czas, póki co wracam do lokalsów.


20/01/2019

Mądre gotowanie

Wywodzę się ze świata nauki. Porzuciłam go, ale nie zapomniałam i bardzo szanuję wybitnych naukowców.


J.F. Cryan i T. Dinan - autorzy książki "Jelita, mózg i spółka", Y. N. Harari - "21 lekcji", "Homo deus" - naukowe korzenie autorów mają dla mnie znaczenie. W "Nauce od kuchni" wypowiadają się antropolog, mikrobiolożka, chemik i enolog, a nawet astronauta. To lubię. Książkę połknęłam w dwa wieczory, jest genialna! Niestety działu fizyki i chemii - tak jak w szkole - nie ogarnęłam.

Jeśli chcecie się dowiedzieć z pewnego źródła jak pracuje zakwas i po co hodować go na soku z ananasów, dlaczego puszka i pomidory to nienajlepsze połączenie, czy gluten szkodzi a jedzenie raw rzeczywiście jest zdrowsze od gotowanego - to tam.

01/11/2018

Jestem. Na ścieżce zdrowia

Pamiętacie jak pisałam, że jedzenie nie jest lekiem? (klik) Otóż po lekturze wywiadów Oriny Krajewskiej poszerzyłam i przeorganizowałam swoją definicję leczenia.


Choroba to jest coś co się nam przydarza i każdemu może. Walczymy z nią, musimy z nią żyć, różnie bywa. Wiele sposobów zawodzi, na wiele pytań nie ma odpowiedzi, nic nie jest spektakularne. Wchodzimy w tajemnicę życia. Tak myślałam. 

Jak widzicie chorobę postrzegam jako coś zewnętrznego, czego należy się pozbyć. Potem uznałam, że chorobie - która okazała się przewlekła - trzeba zrobić miejsce, uporządkować objawy, przeorganizować życiorysy, stracić. Choroba stała się czymś, co zamieszkało między nami. Nadal zewnętrznym.

Dziś już nikt z nas (domowników) nie jest taki sam. Choroba okazała się podróżą w głąb a leczeniem wszystko, co przywraca równowagę. Zdrowie jest tu i teraz, na miarę naszych możliwości. Idę po nie, towarzyszę w drodze, dwa kroki do przodu, jeden w tył. Ale jestem - KLIK




28/09/2018

Psychobiotyki

Czytam naukowe rewelacje o naszych jelitowych współlokatorach. Koegzystujemy, świat (również wewnętrzny) to jeden wielki chaos, który próbujemy zbalansować. Nasze główne zadanie wcale nie polega na sprawieniu, by był idealny, raczej w miarę harmonijny. Stan raz a dobrze czy raz na zawsze nie istnieje - to proces, jak sprzątanie czy gotowanie, stale podejmowany.


Moja mikrobiota dobrze mnie wyszkoliła;), odczuwam przyjemność, jedząc coś zdrowego i panikuję, gdy w domu jest wyłącznie byle co. A czasem jest. Zdrowie to projekt długoterminowy, pełen potknięć i podniesień. 

Dziś jestem poza optimum, czuję potworne zmęczenie, miałam kilka gorszych dni. Żegnam się więc z Wami tekstem z wycinków w termosie "kawałek siebie, który upadł, należy podnieść, pocałować i zjeść". Niech się nim zajmą bakterie jelitowe;)

12/09/2018

Gotowa na codzienność

Zabiegana i ciężka od trosk lubię dobrze poczytać albo zatopić się w robieniu zdjęcia. W przyszłym tygodniu zapraszam na zapieksy z cukinii oraz naleśniki maronowe z gruszką i lukrecją:)



"Wciąż trzeba na nowo budować siebie
na miarę sytuacji, w jakiej się znaleźliśmy"

"Doświadczyć to znaczy: przeżyć coś takiego,
dzięki czemu będzie można potem świadczyć"

06/07/2018

Książki, które ostatnio polubiłam

"Jedzenie, które leczy" K. i M. Szaciłłów. Bo nawiązuje do bliskiej mi koncepcji termiki produktów i harmonizowania ciała żywieniem. Jest też dużo fajnych przepisów z orkiszu z wykorzystaniem orkiszowego zakwasu a potrawy są ciepłe. Całość bardzo przemyślana i autentyczna. Będę korzystać, choć po swojemu. 


"Happy food" N. Ekstedt i H. Ennart. Bo pokazuje związek żywienia i zdrowia psychicznego. Promuje prostą, świeżą i lokalną a przy tym różnorodną kuchnię, dietom redukcyjnym i detoksom mówiąc nie. Stare gatunki zbóż, owoców i warzyw gwarantują gęstość składników odżywczych i dobrą florę jelitową. Jemy ze skórką, pełne ziarna i surowy nabiał, czas nakarmić swoich współbiesiadników. Dzielmy się a będziemy obdarowani. Szykujcie się, będą przepisy przez żołądek do szczęścia.

"Bóg nie jest automatem do kawy" to rozmowa z Czendlikiem - najbardziej znanym księdzem w bezbożnych Czechach. Bez nadęcia i frazesów. Też mam dość "mało ludzkich" ludzi, którzy zawsze mają "świętą rację". Wiecie dlaczego Bóg kocha ateistów? Bo Mu dupy nie zawracają! Prawda to poszukiwanie, z Czendlikiem całkiem fajne. Druga połowa książki zdecydowanie lepsza.

14/05/2018

Quo vadis?

Literacko z pytaniem "dokąd zmierzamy?" zmierzcie się u Tokarczuk (klik), naukowo odpowiedzi szukajcie w Homo deus. I nie mówię, że nie będzie bolało, bo to książka, która zmienia i strasznie wkurza. 
PS. Może jej jednak nie czytajcie, bo tak jak się nie da odzobaczyć czegoś na co patrzeć nie chcieliśmy, tak też nie da się wymazać z pamięci jej tekstu. Serio.

"Dużo bardziej śmiertelne zagrożenie niż Al-Kaida stanowi Coca-cola" Yuval Noah Harari

W kolejce czeka "Bóg nie jest automatem do kawy". Z Masłowskiej na razie zrezygnowałam, choć w necie szumią, że mam czego żałować. Rozpuściłam kasę na Stinga z Shaggym, bo bez tańca nie ma różańca.

27/04/2018

Bizarne

Choć staram się być tu i teraz, w tym kroku, w decyzji, którą właśnie podejmuję, w bieżącym rozpoznawaniu, to uciekam czasem w nostalgię za przeszłością, daję się opanować lękom, noszę oczy szeroko zamknięte. Świat dziwaczeje i radykalizuje się. Nie nadążam, nie rozumiem. 



Nałogowo czytam. Wywiady z Olgą Tokarczuk, która promuje swoje "Opowiadania bizarne" (dziwaczne, cudaczne) i rozmowy z Dorotą Masłowską o "Innych ludziach". Książka Tokarczuk mnie nie zawiodła (Góra Wszystkich Świętych, Pasażer, Zielone Dzieci - pogranicze baśni), polecam. Czy przeczytam Masłowską - się zobaczy. 

Tytuły artykułów są wymowne: 
"Żyć poza centrum" - KLIK 
"Zjazd do zajezdni" - KLIK

Zmęczona fb i ig robię przerwę majówkową. Jedynie blogom nie mówię nie, zwłaszcza tym niszowym.

16/04/2018

Słońce i jej kwiaty

Popsychologia to straszne bzdety, co innego dobra literatura czy film ("Kształt wody", "Trzy bilbordy", "Maudie" - to ostatnio oglądane) albo filozofia, albo poezja. 


O Rupi Kaur dowiedziałam się od swoich dzieci. Mleko i miód jest niesamowite, a to już kolejny tom, kupiony na prezent, na dorosłą drogę dla córki, której dedykuję całe to rozkwitanie.

27/03/2018

Wielkanocne minimum

Jeśli twoje życie związane jest z internetem, to uznaj, że tak jest. Ale zanim zrobisz jakiś ruch w sieci, daj sobie kilka sekund na spokojne uświadomienie: po co to robię? (Piotr Sikora i temat "Tygodnika Powszechnego" z 25 marca 2018, polecam).



W tym roku Wielkanoc minimalistycznie: zawodowo temat ogarnęłam (klik), a rodzinne spotkanie w naszym domu zaplanowane mamy na po świętach. Będę jadła z cudzych rąk.

Życzę Wam/Nam radości z odradzających się marzeń i więzi, wewnętrznych poruszeń, spokoju ducha i obecności. Wędrujcie z wiosną do lata i jeszcze dalej. 

Ku czemu teraz właśnie, pośród linków, rzeczy i ludzi zwraca się twoje serce? Łódka nie topi się z powodu wody, która jest na zewnątrz, tylko tej, która wlewa się do środka. Dbaj o stan łódki.

22/03/2018

Boska książka Malki Kafki

Przede mną leży "God Food" Malki Kafki - książka genialna.


Na pierwszej otworzonej przed mnie stronie "Dymitrowi. Kocham Cię, gdziekolwiek teraz jesteś". Zamurowało mnie, a potem słowa, po których już wiedziałam, że to jest ta, na którą czekałam. Książka według mnie boska nie ze względu na przepisy, ale z powodu inspiracji do szukania własnych. Mieszanek przyprawowych, ścieżek, potraw, które "zniszczyły (albo zrobiły) nam dzieciństwo", wyzwań, dań które są specjalnością domu czy wizytówką osoby. Na wszystkim co robimy odciskamy bowiem własne "made by me".

Do tej pory najpiękniejsze książki kucharskie kojarzyły mi się z powrotem do korzeni jak "Mamuszka" Oli Herkules, "Persiana" Sabriny Ghayour czy "Retro kuchnia" Ani Włodarczyk. "God Food" Malki Kafki daje mi odwagę pójścia dalej - weź to, co jest dla Ciebie dobre i szukaj własnych dróg. Osobista deklaracja Autorki w rozdziale O czym jest God Food? zrobiła na mnie ogromne wrażenie. "Lepiej nie być lubianym za to, kim się jest, niż być uwielbianym za to kim się nie jest" Andre Gide (każdy przepis opatrzony jest mottem, zwykle niesamowitym). No i ta przepiękna okładka. Wspaniały prezent na nadchodzącą wiosnę - od siebie dla siebie.

Kot usnął mi na kolanach aż ścierpły mi nogi. Wstaję.

14/03/2018

W sprawie kowalstwa własnego losu

Na początku drogi dostajemy swoje karty i tymi kartami musimy grać. Najlepiej jak potrafimy. Ktoś inny może mieć lepsze karty, ale to nie powinno osłabiać naszego starania. I jeszcze dobrze byłoby, gdyby z tej rozgrywanej partii płynęła jakaś radość (Maja Komorowska dla Urody Życia, w marcu).


Hm, mam coraz więcej wiosennych kart w zestawie:-) 


12/02/2018

Odbudowa

Ważę niewiele i choć wielu osobom niedowaga wydaje się czymś rewelacyjnym, to wcale nie jest tak różowo być za chudym. Do tej pory udawało mi się trzymać w ryzach ale po styczniowej zawierusze zwyczajnie jest mnie za mało. Na szczęście wrócił apetyt: na kiszonki, orzechy, dobre zboża. Dogadzam sobie mądrze - słuchając na co mam chęć i po czym czuję się dobrze (nadal uważam, że ważne jest co jemy).


(pokoje młodzieży w bieli powoli obrastają w sprzęty)

Ciało mam roztropne: kiszona marchew i buraki, zimowe sałaty, zioła (furrorę robi mieszanka z pelargonią). Chwaściaki z rukwią wodną, zupki amarantusowe (przepisy niestety dopiero za chocho), pack choi (klik po przepis) i kolejna blaszka brzydkich ciasteczek (klik po przepis). Mięso wyhodowane przez teścia, początkowo wzgardzone, teraz bardzo potrzebne. Cóż, słowiańska krew. Muszę tylko pokonać niechęć do ćwiczeń.

W książkościsku Ciszej proszę - o introwertykach w ekstrawertywnych czasach i takim świecie. Czytam i dużo myślę na temat social mediów: o szaleństwie dzielenia się dzianiem (Stasiuk to nazywa wysyłaniem dowodów na istnienie), byciu twarzą i tworzywem - o lepieniu siebie z internetowej gliny, o wizualizacji narracji i ciągłej ekspozycji. 

Dawniej pisało się pamiętniki do szuflady, był czas na reflektowanie, dziś życie składa się z wykadrowanych slajdów z filtrem. Jestem niepoprawną introwertyczką i brakuje mi ciszy. Czytam wiersze Małgorzaty Południak, które właśnie przyszły do mnie pocztą (to niezwykłe mieć je na papierze i z dedykacją - dziękuję ❤). Wy też możecie - klik. Moja młodzieży pokazała mi "Mleko i miód" Rupi Kaur. Poruszające.

04/02/2018

W połowie zimy

Jeszcze w styczniu przyszedł życiowy huragan i trzeba było przez durszlak przecedzić wartości naprawdę ważne od reszty. Zdążyłam przeczytać Purezento Joanny Bator - książkę relaksacyjną i sugestywną, po której zostały mi dwie kostki tofu w spiżarni i kot w nogach. A potem Jak zawsze Zygmunta Miłoszewskiego i znowu zrobiło mi się smutno.


Paskudne przeziębienie, już prawie zapomniałam, że można się tak pochorować. Zmogło nas okrutnie, wypiliśmy wszystkie soki malinowe, wyleżeliśmy wszystkie łóżka, nie dotarliśmy na rodzinne wesele. Tydzień wyjęty z życiorysu. Teraz czas na odnowę. Rozpoczęłam przygodę z fermentacją, nastawiając słoik kiszonej marchwi i buraków.

Na blogu zawodowym tradycyjne: krupnik orkiszowy (klik) i kotlety drobiowe (klik). W domu malowanie - młodzież postanowiła zamienić się na pokoje. Potrzebuję wiosny i żeby moc była ze mną.

12/01/2018

Kto ma "Apetyt" na Bourdaina? - recenzja książki kulinarnej

Bardzo zaskakująca książka i w pewnym sensie uwalniająca. Nie z uwagi na przepisy, ale z powodu idei, że (również) w kuchni liczy się pasja, praktykowanie i prawda (oraz inni ludzie, których trzeba nakarmić).

(na zdjęciu również zeszyty szkolne mojej córki)

Autor jest "niegrzecznym chłopcem kulinariów" - to prawda o nim i jego niestandardowej rodzinie, która w książce też występuje. Bourdain się nie certoli (czytaj: nie obchodzi się ze zbędną, przesadną grzecznością, nie cacka się) i nie szpanuje, bo nawet po latach pracy jako kucharz a potem podróżujący po świecie kronikarz kulinariów przyznaje, że na śniadanie robi naleśniki albo jajecznicę, rysując patelnię widelcem (polecam w tym celu naczynia żeliwne).

Czym więc Bourdain może nas dziś zaszokować? Gołą kurą, widokiem na podroby i bałagan kuchenny. Tak - to jest zwykła część prawdy o pracy w kuchni, dziś skrzętnie skrywana. "Niegrzeczny chłopiec kulinariów" ją uwalnia (bo kto, jeśli nie on), bebechy warzyw też są, żeby nie było plus plamy na obrusach i ciuchach. Jako dorosły facet przyznaje jednak "tak sobie posłałem i nie będę narzekać, że tak się wyśpię" albo "moja córka ma osiem lat, na zdjęciach w tej książce jest zamaskowana, w wieku osiemnastu lat będzie dostatecznie dorosła, by samodzielnie dokonać wyboru czy chce być rozpoznawalna, to nie w porządku, bym ja czy ktokolwiek inny dziś decydował o tym za nią". Ja się z nim zgadzam, choć jestem "grzeczną dziewczynką kulinariów".

Z przepisów jestem mu bardzo wdzięczna za  indyka (ostatnio piekłam po amerykańsku - marzenie syna) wraz z trzydniową strategią opanowania wszelkich świąt w stylu: "kup cały potrzebny ci świąteczny szit, rozłóż do szafek i lodówki w sensowny sposób i odhacz w przepisach, by upewnić się, że nic nie zostało zapomniane". Jest kilka "kluczy do stosunkowo spokojnego, gładko przebiegającego bez przemocy święta" (czy dużej imprezy rodzinnej, jakie to mają miejsce u nas kilka razy w roku), Bourdain tymi kluczami otwiera wszystkie zamki, spróbuję i ja (choć obawiam się, że mi może nie pójść tak gładko).

16/12/2017

Świąteczne purezento

Dąży się do sztucznej doskonałości i zaciera upływ czasu, a cierpienia zamiata pod dywan, mówiąc że co nas nie zabije to nas wzmocni. A to tak nie działa. 


Są rzeczy, które nas nie zabijają, ale sprawiają że jesteśmy delikatniejsi. Popękani. Sztuka kintsugi (klik) pokazuje, że nasze utraty i rany możemy przerobić w ten sposób, że staną się złotymi bliznami. Częścią nowego piękna, które pokazuje, że doznaliśmy krzywd, że jest w nas kruchość i podatność na zniszczenie.

W ramach świątecznego prezentu dla domu, zamówiłam orkiszowe mąki i makarony. Święta? Jestem z nimi głęboko w polu. Zrobię co będę mogła, ale bez przekraczania siebie. Zaangażuję rodzinę, będę uważna. Co zdołam, to będzie (z gotowania to ja i tak najlepiej fotografuję). Purezento to po japońsku "prezent" oraz tytuł książki Joanny Bator, autorki słów zamieszczonych w tym poście kursywą. 

Kiedy kroi się marchewkę, należy po prosty kroić marchewkę. Patrzeć jaki ma ładny kolor, czuć jak pachnie, i nie zastanawiać się dlaczego... (ktoś, coś, kiedyś; tak samo przy zagniataniu ciasta, parzeniu herbaty, mieleniu maku, jedzeniu). 

Miejcie więc dobre Święta!

17/11/2017

Nowe w książkościsku

Do tej pory byłam przekonana, że upał to najgorsza forma istnienia świata, jednak tegoroczny listopad mocno załazi mi za skórę. Śledzę prognozy pogody wypatrując przejaśnień, które z dnia na dzień przesuwają się coraz bardziej w głąb tygodnia i kraju. Jedynym ratunkiem są książki.



Pulę finansów na nowe mam ograniczoną, więc muszę dobrze wybrać. Z nowości zdecydowałam się na "Kaukasis" Olii Herkules - przepiękny, kulinarny reportaż i te niesamowite, naturalne zdjęcia! Kolejny raz przekonuję się, że reaktywacja przepisów ma dla mnie większe znaczenie niż tworzenie nowych. Z nostalgią błądzę wzrokiem po tej uszczerbionej w dawny sposób rzeczywistości.

Zamówiłam też "Kuchnię Słowian" Hanny i Pawła Lisów (nagrodzoną w kategorii Prix de la Litterature Gastronomique). Dieta słowiańska wczesnego średniowiecza - nasze kulinarne korzenie. Zaskoczył mnie szarłat (amarantus), soczewica, konopie siewne. Len zamiast rzepaku, kasza owsiana. Jestem przekonana, że jako organizmy opornie poddające się procesom ewolucyjnym, łatwiej trawimy i przyswajamy to co od pokoleń rosło na naszej ziemi. 

Z tekstów bardziej czytanych "Piano rysuje sufit", ze względu na Autorkę. Jeszcze nie zaczęłam czytać a już wolałabym prędko nie skończyć. Nie oparłam się też promocjom: na nową "Jadłonomię" i "Rośliny nas ocalą". Teraz najchętniej zakopałabym się z nimi pod kocem lub w kuchni. Życie jednak wzywa.