Pokazywanie postów oznaczonych etykietą no foto. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą no foto. Pokaż wszystkie posty

07/03/2019

Post od postów

Trwają remonty: drogi, przyłączy i w domu. To będzie zwariowany miesiąc, dwa a raczej trzy, bo przed nami jeszcze progi edukacyjne. Ekipa przyłączy, domowa i panowie bobybudowiczowie jezdni pracują synchronicznie.

Sprzątając uszczupliłam swój osobisty dobytek o połowę i tutaj też na trochę będę znikać (post od postów to jednak nie głodówka). Nadal uważam, że ważne jest co jemy i co nas zżera, gotuję dla domu i do pracy (czasem widać to w pasku bocznym i na ig). Poszerzam jednak pole widzenia:

bo ważne jest
co ciało mówi o tobie
i o twojej relacji z życiem oraz
co ty mówisz ciału o sobie i swoim życiu.


22/02/2019

Ubytkuję

- Usuwamy książki, które są bardzo zniszczone, pomazane, z wyrwanymi kartkami, zdezaktualizowane. Ale również mamy obowiązek eliminować książki niepoczytne. Takie, które nie były wypożyczane przez dziesięć lat. A są biblioteki, gdzie wystarczy, że przez pięć lat człowiek książki nie dotknie i już jej los jest przesądzony.
- I co się wtedy z nią dzieje?
- Książki ubytkowane oddajemy na makulaturę.
(Mariusz Szczygieł, Nie ma)

No więc cały tydzień to robię - ubytkuję, ale zamiast na makulaturę, wynoszę książki do biblioteki. Żegnam się z różnymi etapami swojego życia, wydaną na nie kasą: potrzebnie - nie potrzebnie? Pocieszam się, że będę je mogła w razie co w bibliotece wypożyczyć, choć pewnie nigdy tego nie zrobię.  

04/11/2018

Impreza

Rodzinna impreza (u nas 4-6 razy w roku na minimum 20 osób) to nie czas na kulinarne eksperymenty. Ludzie lubią piosenki, które już znają, podobnie dania.


Musi być mięso, a jakże, koniecznie z grzybami (klik) i/albo pieczyste (indyk, kaczka, kurczak). Latem z grilla plus koniecznie pieczone pieczarki. U nas do chleba.

Z sałatek grecka i/ albo z rukolą (klik). Wiosną i latem sałata, ogórki ze śmietaną, pomidory z cebulką, zimą papryka, ogórki albo grzybki ze słoika. Czasem jarzynowa i śledzik na przystawkę. Dobrze, żeby były nalewki.

Z ciast duża blacha szarlotki (klik) lub pleśniaka (klik). Ciągnik (klik) albo fasolowe brownie - można nie mówić, że z fasolą (klik). Jeśli to urodziny - teściowa robi pyszne torty, podajemy je na waflu. Od święta sernikotoffi (klik) albo sernikobrownie (klik). Za ciastami z masami ja nie przepadam, to nie robię. Dzieci uwielbiają wafelki i szyszki (klik). Do tego kawa, herbata.

To jeszcze nic - w rodzinie u teściów zwykle podają jeszcze (prócz wędlin, przystawek, pieczonego mięsa i pięciu rodzajów ciast) rosół i drugie danie (kotlet, kartofle) na początek, ja ten punkt programu odpuszczam. Jestem fanką rutyny dnia codziennego - jak kot, rola gospodyni - mimo lat praktyki - nadal mnie uwiera. Gram ją jednak - lepiej, zwykle gorzej - z uwagi na teściów i męża, którym wiele zawdzięczam. Trzymajcie za mnie kciuki i tym razem;)

Ciekawa jestem czy gdzieś jeszcze robi się takie wielopokoleniowe domówki?

27/12/2017

Pięć świątecznych stołów

Wyzwalam się z wizualnej presji, by każdy post i wszelkie poczynania fotografować. Z przyjemnością zauważam też, że wpisy "no foto" są czytane, a oglądalność z ich powodu nie spada. Ocalacie mi wiarę w ludzkość.

U teściów czekałam na pyszny barszczyk z uszkami i kluski z makiem, ręcznie zagniecione przez męża (klik). Były też smażone karpie, a jakże - tradycyjnie hodowane, moje pierwsze makowce (klik) i grzybki w occie. Zrobiłam śledzie, tym razem w śmietanie (klik), była sałatka jarzynowa (u mnie z dużą ilością fasoli), szuba (klik), wędzone tołpygi, pieczone indyczki (po amerykańsku - marzenie syna) i daktylosernik (dla tych co pytali przy stole o przepis - KLIK). Nadwyżki jedzenia udało się zamrozić. Na dworze dużo zachmurzeń, deszcz, zdjęć niewiele. Dopiero w Szczepana i dziś piękne słońce.

Piłam cynamonową kawę, robiłam i dostawałam prezenty (dziękuję). W rogu pokoju pachniała choinka ubrana w pierniczki (klik), największa jaką mieliśmy kiedykolwiek. Mąż zrobił pod domem mały Las Vegas z efektami laserowymi. Włożyłam dużo wysiłku w te święta, ale warto było. Mimo zmartwień. Teraz odpoczywam i czekam na bal:-)

A skąd tytuł posta? Jest nas trochę, w tym roku siedziałam przy świątecznych stołach w pięciu domach. Rodzina:)

16/12/2017

Świąteczne purezento

Dąży się do sztucznej doskonałości i zaciera upływ czasu, a cierpienia zamiata pod dywan, mówiąc że co nas nie zabije to nas wzmocni. A to tak nie działa. 


Są rzeczy, które nas nie zabijają, ale sprawiają że jesteśmy delikatniejsi. Popękani. Sztuka kintsugi (klik) pokazuje, że nasze utraty i rany możemy przerobić w ten sposób, że staną się złotymi bliznami. Częścią nowego piękna, które pokazuje, że doznaliśmy krzywd, że jest w nas kruchość i podatność na zniszczenie.

W ramach świątecznego prezentu dla domu, zamówiłam orkiszowe mąki i makarony. Święta? Jestem z nimi głęboko w polu. Zrobię co będę mogła, ale bez przekraczania siebie. Zaangażuję rodzinę, będę uważna. Co zdołam, to będzie (z gotowania to ja i tak najlepiej fotografuję). Purezento to po japońsku "prezent" oraz tytuł książki Joanny Bator, autorki słów zamieszczonych w tym poście kursywą. 

Kiedy kroi się marchewkę, należy po prosty kroić marchewkę. Patrzeć jaki ma ładny kolor, czuć jak pachnie, i nie zastanawiać się dlaczego... (ktoś, coś, kiedyś; tak samo przy zagniataniu ciasta, parzeniu herbaty, mieleniu maku, jedzeniu). 

Miejcie więc dobre Święta!

06/12/2017

Zdjęć nie będzie


P i ą t a  p i ę ć d z i e s i ą t - ciemno, pocieszam się, że o szóstej pięćdziesiąt nie byłoby jaśniej. Na śniadanie sobie i córce przygotowuję budyń zbożowy z owocami (klik), syn woli wczoraj robione naleśniki (klik), mąż nie jada śniadań, wybiera spanie do ostatniej chwili. Furczy ekspres, nastawiony po omacku przez córkę, pachnie nową kawą z pomarańczami. Jak wszyscy opuszczą dom, zostaną dwie brudne miski, otwarte pudełko po kaszce instant, obierki, upaćkany nóż, mały rondelek, cztery do sześciu kubków, łyżki, talerze. Nie do wiary.

D o c h o d z i  d z i e w i ą t a, zamieściłam wpisy i powinnam wziąć się za produkcję modela do zdjęć. Pogoda jednak niełaskawa, ciemno i deszcz zacina. Brak światła wygonił mnie ostatnio na balkon, gdzie urządziłam sobie prowizoryczne studio, przyklejając tapetę z drewnianym motywem do plastikowej skrzynki narzędziowej. Stary fotograficzny trik. Jednak przy dużym wietrze model potrafi sfrunąć piętro w dół i potem ani go zjeść, ani uwiecznić. Ostatnio wiatr zerwał mi nawet tapetę, podstępnie nocą. Doświadczenie mówi mi więc, że dzisiaj nic z tego. Czas robić obiad dla rodziny.

P i ę t n a s t a, znowu ciemno. Piekę buraki, bo pogoda na jutro obiecuje przejaśnienia. Oczywiście w dniu zaplanowanych wizyt lekarskich, więc z aparatem będę mogła co najwyżej pomykać Lubartowską (klik). Może zabrać danie z buraków ze sobą? (wraz z torbą dodatków do świątecznej stylizacji). Córka biega po domu w czapce mikołaja, podobno dzięki niej będzie miała zniżki na lodowisku. Czekam na odbiór faktur, nadaremno, kot w kuchni okupuje okolice piekarnika. W wolnych chwilach przeglądam w necie stylizacje świąteczne, ceny przyprawiają mnie o zawrót głowy, więc obiecuję sobie wznowić czwartkowe wypady do osiedlowej rupieciarni po fajans i tkaniny. Przypominam sobie, że czwartek jest jutro.

P r z e d  s n e m  trę pieczone buraki na drobno, rano po ciemku będę zagniatała ciasto na pierogi. Jeśli nawet domyślacie się co to będzie za danie, to niech to zostanie naszą tajemnicą. Znowu pachnie pomarańczową kawą. Cóż, musicie mi uwierzyć na słowo, bo zdjęć nie będzie.