Pieczone jeżyny (maliny, winogrona)

Przywożąc jeżyny albo maliny od teściów zawsze miałam problem co z nimi zrobić, żeby zachować je na dłużej, bez konieczności zasypywania cukrem. Dziś już wiem - mogę je podpiec!

Liście jeżyny jesienią pięknie się wybarwiają

Owoce wysypuję na dno żaroodpornego naczynia i piekę w rozgrzanym do 200 stopni piekarniku aż zaczną lekko się rozpadać (jeżyny około 30 minut, maliny o połowę krócej, można też upiec winogrona). Dodaję je potem do porannej owsianki, dekoruję gofry, naleśniki... W lodówce bez szwanku wytrzymują kilka dobrych dni.

Dzięki Marcie Dymek z Jadłonomii jestem fanką pieczenia, również warzyw: dyni, buraków, papryki, kalafiora, brukselek. Pieczone warzywa/owoce się lżej strawne, słodsze i łatwiejsze w przechowywaniu. No to do dzieła!

Sierpniowa sałatka

Macie czasem tak, że żeby nie wiem co to musicie być wierni: swojej kulturze, rodzinie, wreszcie sobie? Urodziłam się i mieszkam w Lublinie, gdzie krzyżują się kuchnia ormiańska, żydowska, ukraińska, tatarska... i jestem zachwycona książką "Mamuszka. Od Lwowa do Baku. Ponad 100 przepisów". Olia Herkules pięknie pokazuje w niej rodzinną wiejskość - w życiu nie myślałam, że można tak zestawiać szalone bądź co bądź zdjęcia. Całość spójna choć różnorodna, czuć ducha kuchni. Wschodni Jamie Oliver w spódnicy.


"Dorastaliśmy, jadając to, na co panował sezon, na szczęście, nie mieliśmy wyboru" - pisze Olia - "Pamiętam aromat pierwszego, pokrytego guzkami majowego ogórka i to, jak mama kroiła go wprost do poobijanej emaliowanej miski, a potem dodawała pomidory, rzodkiewki i mnóstwo posiekanego koperku (...), doprawiała tę sałatkę solą i pieprzem oraz polewała naszą ukraińską śmietaną (...). Najlepsza dla mnie część obiadu następowała pod koniec, kiedy maczałam chleb w różowawym dressingu z koperkiem i przyglądałam się, jak zabarwia się od niego pieczywo".


A ja właśnie zwiozłam od teściów sierpniowe dobro: ogórki, pomidory, cebule, rzodkiewki, koper, mleko... Porządnie szoruję warzywa i nie obierając ich ze skórki kroję na plasterki. Podaję wymieszane ze zsiadłym mlekiem, posypane obficie koperkiem - porządna porcja prawdziwych witamin. Żeby lepiej się trawiło popijam herbatą z cytryną (taki peerelowski nawyk).

Składniki na sałatkę: 6-8 małych ogórków, 2 pomidory, męska garść młodych rzodkiewek, 1 cebula, pół pęczka koperku, 100 ml zsiadłego mleka (może być kwaśna śmietana), sól i pieprz do smaku.


A to już kolejne zdjęcie z serii "córka chciała kota, ja nie chciałam, więc poszłyśmy na kompromis i mamy kota". Syn chce mieć szczura, ale na razie nie wierzę w kompromisy. Ja chciałam psa, za to pies nie chce zdjęć (ilekroć próbuję go uwiecznić, czuje się w obowiązku wstać i polizać mi obiektyw), ale kiedyś mi się uda, zobaczycie.


Energetyczne śniadanie - naleśniki z bananem i masłem orzechowym

Latem w konkursie Primaviki wygrałam Primaboxa, więc mam cały zestaw migdałowych i orzechowych smarowideł - pycha! Naleśniki składam w kopertę z banem w środku i z pastą migdałową lub z orzechowym crunchy (polecam: klik, klik), dobre będzie też masło fistaszkowe, podsmażam i mam energetyczne śniadanko dla moich młodych (no dobra - sama też chętnie je zjadam z poranną kawą).


Prawdę mówiąc nie wyobrażam sobie tygodnia bez naleśników, niedawno zachwycałam się tymi - klik.

Pigwa, pigwowiec, pigwówka - przepis na nalewkę

Twarda jak skała i bardzo aromatyczna. Robiłam już z niej syrop - KLIK, marmoladę - KLIK, galaretki - KLIK, kule - KLIK, owocowe arkusze - KLIK, mąkę! - KLIK. Jadłam z mięsem - KLIK, z orkiszową kaszą - KLIK i na surowo. Istne szaleństwo prawda? Leniuszkom zdradzę, żeby zaopatrzyli się w pigwowe przetwory na stoiskach z kuchnią gruzińską (skład: pigwa, cukier i żadnej chemii). Najbliższa okazja to Europejski Festiwal Smaku, w 2016 roku króluje Armenia! Koniecznie kupcie też słodkie kule z zielonych orzechów włoskich.


Tymczasem robimy nalewkę, pieszczotliwie zwaną u nas sylwestrową "kneblówką".

Składniki: 1,5 kg owoców pigwowca, 1 litr spirytusu, 1,5 l przegotowanej wody, ok. 1 kg cukru.

Owoce dokładnie myję, wykrawam gniazda nasienne i kroję na drobne kawałki. Wkładam do dużego słoja i zalewam spirytusem (alkohol musi przykryć owoce). Słoik zamykam i odstawiam na około 4 tygodnie (co kilka dni nim potrząsam). Odcedzam spirytus pigwowy od owoców. Z wody i cukru robię syrop, studzę. Część syropu wlewam do słoika z owocami pigwowca (zakręcam i odstawiam), do reszty dodaję spirytus pigwowy. Po kilku dniach zlewam jeszcze syrop z owoców, dokładnie mieszam i przelewam przez gęstą gazę do butelek (najlepiej z ciemnego szkła). Odstawiam do spiżarki na kilka miesięcy (zwykle do Sylwestra).

Mam też znajomego, który robi świetne nalewki z pigwowca (pozdrawiam), uwielbiam jak się nimi ze mną dzieli:)

Blogiem zaczyna rządzić jesień

Na polach żółci się polska mimoza (nawłoć pospolita). Już w sierpniu znoszę regularnie jej wiechcie do domu i układam w wazonach na balkonie. A wiecie, że można z niej parzyć herbatę? (więcej na blogu Klaudyny Hebdy - klik).


Wraz z pierwszym pożółkłym liściem odzyskuję przestrzeń w płucach na głęboki oddech po parnym lecie (choć tegoroczne było całkiem, całkiem). Kocham wrzesień i - jak widać - już się nie mogę go doczekać. Spider sierpień i babie lato też. Po kulinarnych szaleństwach z tłuczkiem i łyżką do lodów, zarządzam odpoczynek od blogowej kuchni. Wolę spacer.

Orkiszowe kule (post z filmem)

No i stało się - oto nasz pierwszy kulinarny filmik 💪(do obejrzenia na końcu posta). Nasz, bo filmował i montował syn (dwunastolatek👍), ja jestem w tej materii kompletnie zielona, więc nawet nie przypuszczałam, że to tak czaso- i energochłonne przedsięwzięcie! Z przerwami na łapanie oddechu i dystansu do siebie zajęło nam to dwa dni: pierwszego nagrywaliśmy (wreszcie było dobre światło i spokój w domu), drugiego trwał montaż i burzliwe dyskusje na temat muzyki, napisów i zdjęć końcowych a jeszcze trzeba było wpuścić efekt do sieci. Dzieliła nas wizja i różnica pokoleń, łączyła krew i chęci.

Cóż, obydwoje jesteśmy solistami, były chwile, gdy zastanawialiśmy się, czy to aby nie jest nasz pierwszy i ostatni wspólny filmik. Ja wolę aparat, on swoją bajkę, ale tego co tu wspólnie doświadczyliśmy i osiągnęliśmy nikt nam nie zabierze 😃 - będę wspominać te obrazy z nostalgią,
więc 
może 
jeszcze 
kiedyś...


Składniki: 1 szklanka mleka (może być roślinne), pół szklanki orkiszowego grysiku (kasza manna), 1 łyżeczka masła (śmietankowego lub kokosowego), po szczypcie soli kamiennej bez antyzbrylaczy, cynamonu (galgantu, bertramu), słód orkiszowy lub daktylowy albo syrop malinowy do polania. Potrzebny będzie też rondelek lub mały garnek z przykrywką i łyżka do lodów.

Mleko podgrzewam z przyprawami i masłem. Gdy zaczyna wrzeć cienkim strumieniem wsypuję grysik, cały czas mieszając, żeby nie powstały grudki. Przykrywam i gotuję jeszcze 1 minutę na małym ogniu. Nakładam łyżką do lodów. Moje dzieci uwielbiają polewać je słodkim syropem z owoców.

Podpowiedzi:
Mleko i grysik daję zawsze w proporcji 2 do 1, jeśli użyjecie szklanek jako miarek wyjdzie Wam jakieś 8 kulek. Dodatek tłuszczy sprawia, że kaszka ładnie odchodzi od brzegów garnka.

Przestudzone można zabrać w pudełku jako przekąskę, również obtoczone w wiórkach kokosowych!
A teraz krok po kroku w wersji filmowej:


I co Wy na to? 😆

Młodość nie może być mądra a starość głupia - nastolatkowie na poważnie

Celowo piszę nastolatkowie a nie nastolatki, choć obie formy są poprawne jeśli chodzi o opisywanie młodzieży w wieku od jedenastu do dziewiętnastu lat i to obu płci. O starszych rocznikach pisze się jednak czterdziestolatkowie a nie czterdziestolatki (analogicznie dwudziesto- czy trzydziestolatkowie), to kwestia szacunku.

Nastolatek może posprzątać pokój, umyć łazienkę, powiesić pranie, zrobić zakupy, ugotować obiad. Może i umie, ale nie chce (to są fajne zadania dla góra dziesięciolatka). Nastolatek ryzykuje, bo to prosty sposób na to, by poszerzyć granice swojego rozwoju (w szerszym sensie również rozwoju cywilizacji - właśnie po to biologia "wymyśliła" ten okres w życiu i tak a nie inaczej nastolatków wyposażyła). Dzięki temu przyszłość nas później mniej zaskoczy. Kto zachował dziecięcość nadal potrafi cieszyć i zachwycać się światem, kto nastoletniość - potrafi ryzykować, szaleć, podjąć wyzwanie zmiany, kto dorósł włącza w to konsekwencję i odpowiedzialność, kto prawdziwie się zestarzał - również mądrość. Oto cykl właściwie przeżytego życia.

No, a my dorośli jakoś musimy to wszystko ogarniać, dopóki wymiana instalacji mózgów naszych dzieci nie zostanie ukończona i dopóki nie unormują się skoki dopaminy (to hormon, który nadaje znaczenie, temu co jest - nagły wyrzut sprawia, że nawet błaha sprawa urasta do rangi problemu, by za kilka godzin znów stać się nie wartą uwagi i by padło nieśmiertelne pytanie "mamoo, co na obiad?"). I nie piszę tego po to, by nie wymagać od nastolatka sprzątania czy zakupów, ale by rozumieć, że przebudowa mózgu trwa i to aż do zmiany kodu z przodu - zwykle dopiero dwudziestokilkulatek jest w stanie sam i regularnie sprzątać ten pokój (planować i realizować życie)! No cóż, młodość musi się wyszumieć a starość wypalić.

Ale po kolei: nasz młodszy nastolatek właśnie traci istotę szarą (dzięki niej impulsy płyną szybciej a podczas wymiany - wiadomo) w rejonach ewolucyjnie najstarszych (zawiadujących ruchem ciała i przetwarzaniem zmysłowym), oto rozpoczęła się wielka przebudowa mózgu. Niezborny, niezdarny - i widać to nawet u tych drobnych, którzy skok pokwitaniowy wciąż mają jeszcze przed sobą. Potem przyjdzie czas na płaty ciemieniowe (orientacja przestrzenna, mowa, koncentracja) - odpowiada monosylabami, nie rozumie co się do niego mówi, w szkole ma gorsze stopnie? Spokojnie, to wszystko minie. Przed nami jeszcze przebudowa kory czołowej (kojarzenie faktów, ocena ryzyka, koordynacja całości) - nie potrafi skalkulować, przewidzieć, odroczyć? No nie potrafi, serio (ale z czasem spotrafi). A tu jeszcze nie tylko mózg się zmienia, ale i reszta ciała, a i hormonów jest przecież więcej niż wyżej wymieniona dopamina. No co, chcielibyście dorastać po raz drugi?

Jestem matką na czterdziestkę z plusem - dzieci dałyby mi najwyżej mocną trójkę (na zdjęciu przerobioną w fotoszopie przez syna), oprócz cierpliwości uczę się, że septum to kolczyk w przegrodzie nosowej, cosplay to zabawa w przebieranie się w postaci z mangi, anime, gier komputerowych i filmów (manga i anime to odpowiednio komiks japoński i stworzony z niego serial), snake bites'y to kolczyki w brodzie w wersji parzystej (całe szczęście, że nie robią ich nastolatkom bez dorosłych!), black work - technika kropkowania rysunków, a jest tego jeszcze więcej, wierzcie mi.

Dlaczego Wam o tym piszę? Bo się znam, bo przeżywam i bo nie chcę zatrzasnąć się w szufladce pod tytułem "ładne obrazki". Już wcześniej pisałam, że życie bogatsze jest.