Autoreklama

Autoreklama

2017/12/30

Na nowy rok blogowania

Nowy obiektyw już się przydaje - poniżej zdjęcie z najbardziej zakręconego, już przedostatniego dnia roku 2017. Czy to jakaś sugestia (wróżba?) odnośnie nowego roku blogowania?;) Wyobraźcie sobie - idziecie rano z psem na spacer a tam w trawie... tygrys!


(a to już nasz domowy tygrys)

W zawodowych planach na 2018 hildegardyzacja kuchni polskiej, bądźcie więc gotowi na słowiańszczyznę i przepisy regionalne. A na blogu kuchnia od kuchni, w wydaniu wesołym a nawet wesołkowatym. Poza tym spacery, książki, potańcówki, przyjaciele i rodzina. 




Na szerszy kadr się nie odważyłam a gdybym, zobaczylibyście jeszcze panów w żółtych kamizelkach i księży po kolędzie:-)

Dobrego Roku!:)

2017/12/28

Wpadki, o których ćsii...

C i a s t a
Piekąc ciasta nie przywiązuję wagi do... wagi, co bywa tragiczne. Najlepszą jednostką miary są według mnie szklanka i łyżka, niestety skutek bywa różny, bo w przypadku ciast precyzja ma znaczenie. Podziwiam tych, co wymyślają własne - mój pierwszy daktylosernik (klik) jedliśmy łyżką.


S m a k i
Wiadomo, jest: słodki, słony, kwaśny, gorzki i umami, tak? (ostatnio coś wspominają o smaku węglowodanowym). Ha! a smak przaśny, czyli mgły, nijaki, bez wyrazu? Mnie się zdarza go uzyskać bez większego wysiłku, a i tak jest lepszy od "za słony";)

U j ę c i a
Od grzechu braku stylizacji gorsze jest chyba przestylizowanie. A jeszcze wpadki zdjęciowe kiedy na przykład po udanej i definitywnie zakończonej sesji (model został zjedzony) okazuje się, że na każdym zdjęciu jest... włos! Zgroza. Powinna być opcja usuwania go bez użycia fotoszopa.

B r a k i
Z czego najdotkliwszy jest brak naturalnego światła. Są jeszcze braki w wiedzy, umiejętnościach, brak produktów do stylizacji (bo zostały zużyte do dania), brak wiary w siebie, braki techniczne i brak rąk do pozowania. Jeszcze brak czasu i rodząca się pokusa, żeby pójść na skróty. Paskudna sprawa. Nie lubię.

A mimo to miło czasem popatrzeć i przyjemnie skosztować. 

PS. Nigdy, przenigdy do stylizacji nie użyłam gipsu, farb, czegoś co tym nie było i takich tam sztuczek. Z czego akurat jestem dumna. Zdarza mi się jednak okroić brzydszą część ciasta, sfotografować sałatkę przed wymieszaniem z olejem, czy użyć spódnicy w roli obrusa. Wierzcie mi - to co ładnie wygląda w domu nie zawsze dobrze wychodzi na zdjęciach. I odwrotnie - nie zawsze to co ładne na zdjęciach przydaje się w domu. A przepis na ciasteczka cierpliwie czeka na swoją kolej:)

2017/12/27

Pięć świątecznych stołów

Wyzwalam się z wizualnej presji, by każdy post i wszelkie poczynania fotografować. Z przyjemnością zauważam też, że wpisy "no foto" są czytane, a oglądalność z ich powodu nie spada. Ocalacie mi wiarę w ludzkość.

U teściów czekałam na pyszny barszczyk z uszkami i kluski z makiem, ręcznie zagniecione przez męża (klik). Były też smażone karpie, a jakże - tradycyjnie hodowane, moje pierwsze makowce (klik) i grzybki w occie. Zrobiłam śledzie, tym razem w śmietanie (klik), była sałatka jarzynowa (u mnie z dużą ilością fasoli), szuba (klik), wędzone tołpygi, pieczone indyczki (po amerykańsku - marzenie syna) i daktylosernik (dla tych co pytali przy stole o przepis - KLIK). Nadwyżki jedzenia udało się zamrozić. Na dworze dużo zachmurzeń, deszcz, zdjęć niewiele. Dopiero w Szczepana i dziś piękne słońce.

Piłam cynamonową kawę, robiłam i dostawałam prezenty (dziękuję). W rogu pokoju pachniała choinka ubrana w pierniczki (klik), największa jaką mieliśmy kiedykolwiek. Mąż zrobił pod domem mały Las Vegas z efektami laserowymi. Włożyłam dużo wysiłku w te święta, ale warto było. Mimo zmartwień. Teraz odpoczywam i czekam na bal:-)

A skąd tytuł posta? Jest nas trochę, w tym roku siedziałam przy świątecznych stołach w pięciu domach. Rodzina:)

2017/12/25

Kluski z makiem

Każdy ma swoją wersję maku. Teść lubi zaparzony i utarty ręcznie w makutrze (!?!). Ja lubię go stuningować wiśniami w syropie i migdałami. A kluski najlepsze robi mąż.



- Ile jajek dajesz?
- Dzisiaj sześć
- A mąki?
- Tyle, żeby ciasto było twarde
- A masz jakiś patent?
- Tak. Trzeba trzysta razy zagnieść ciasto. To sprawdzone
- !?!
- Coś jeszcze dodajesz?
- Tak - serce
- Acha



Składniki na masę makową: pół kilograma maku, 1 szklanka (200ml) miodu, 1 łyżka kandyzowanej skórki pomarańczowej, dużo posiekanych słodkich (bez skórki) migdałów i opcjonalnie odrobinę kandyzowanych wiśni (namoczonych rodzynek, moreli). Można też dorzucić orzechy włoskie i wszystko zaromatyzować prawdziwą wanilią.

Mak namaczam na noc w dużej ilości wody, nazajutrz zagotowuję i odcedzam. Przepuszczam trzy razy przez maszynkę, dodaję pozostałe składniki i mieszam. Jeśli masa wychodzi za sucha dodaję syropu z kandyzowanych wiśni albo oleju migdałowego/z orzechów włoskich - jeśli mam.

2017/12/23

Makowiec zwijany

Oto moje pierwsze makowce - z tego przepisu wychodzą trzy (z czego dwa już zjedzone). I wschód słońca z widokiem na kable, które lada dzień znikną, o czym jeszcze nie wiedzą nasze poddomowe gołębie ;-)



Składniki na ciasto: 9g suszonych drożdży BIO (można użyć 45g świeżych dobrej jakości), 6 łyżek surowego cukru, 180ml letniego mleka, 3 szklanki jasnej mąki orkiszowej typ 405, 150g dobrze miękkiego masła (można stopić), 6 żółtek od wiejskich jaj („zerówek”), pół łyżeczki soli, odrobina wanilii (ziarenka z 1 laski), na masę makową (można też zrobić taką - klik, ostatecznie może być gotowa): pół kilograma maku, 170g surowego cukru, 100g rodzynek, 50g orzechów włoskich/słodkich migdałów, 3 łyżki miodu, 2 łyżki naturalnej esencji migdałowej, 1 łyżeczka cynamonu, 1 łyżka masła, pół szklanki kandyzowanej skórki pomarańczowej, 6 białek jaj, na lukier: szklanka cukru pudru, 4 łyżki soku z czerwonych pomarańczy lub wody, coś do posypania: mak, migdały lub skórka otarta z pomarańczy.

W dużej misce z drożdży, 2 łyżek cukru, połowy szklanki letniego mleka i 6 łyżek mąki robię zaczyn (tzn. mieszam i odstawiam przykryte lnianą ściereczką w ciepłe miejsce). Gdy zaczyn ruszy (po około 15 minutach pojawi się „kożuszek”), dodaję pozostałe składniki ciasta (4 łyżki cukru, ok. 50ml mleka, 3 szklanki mąki, 150g dobrze miękkiego masła i 6 żółtek) i zagniatam aż będzie miękkie i zacznie odchodzić od ręki. Formuję kulę i zostawiam w ciepłym miejscu aż podwoi objętość (na około 1,5-2 godzin). Osobiście wolę zmniejszyć ilość drożdży i wydłużyć czas wyrastania, bo tak jest zdrowiej dla jelit.

Mak zalewam wrzątkiem i zostawiam do wystudzenia, odsączam. Mielę trzykrotnie i mieszam z pozstałymi składnikami (170g cukru, 100g rodzynek, 50g orzechów włoskich, 3 łyżki miodu, przyprawy, 1 łyżkę masła, pół szklanki skórki pomarańczowej). Na końcu mieszam z ubitymi na sztywno białkami.

Wyrośnięte ciasto dzielę na 3 części, wałkując na prostokątne placki i na każdy nakładam masę makową, zostawiając kilka centymetrów wolnego brzegu (zwłaszcza w miejscu końca zwijania). Zawijam i przenoszę na wysmarowane olejem kawałki papieru do pieczenia. Owijam papierem rolady, zostawiając odrobinę (1-2cm) luzu. 

Pakunki przenoszę do dużej prostokątnej blaszki, wstawiam do piekarnika rozgrzanego do 200 stopni i piekę 40 minut. Rozcinam papier (papier można też delikatnie odrolować i jeśli makowce nie są dostateczne zrumienione dopiec je jeszcze 3-5 minut bez papieru). Studzę.

Cukier puder mieszam z sokiem/wodą i lukruję ciasta. Posypuję np. migdałami. Mąż bardzo lubi do mleka.

Ku pamięci: inspiracją był mi świąteczny Kukbuk z 2015 roku.

Szuba czyli śledź pod pierzyną

Stary rodzinny przepis, bardzo lubiany. I szybka stylizacja z praniem w tle ;-) W amoku świątecznych przygotowań i z powodu zimowych krótkich dni wątpię, by udało mi się zrobić lepszą :-) A okno na zachód w podlubelskiej, rodzinnej wsi.



Składniki: 6-8 sztuk wymoczonych filetów śledziowych, 1-2 cebule, 3-4 ziemniaki, 2-3 marchewki, 2-3 buraki, 1-2 łyżki oleju, majonez (najchętniej kielecki), sól i pieprz do smaku.

Wsrzywa gotuję w mundurkach do miękkości, studzę i obieram. Filety śledziowe moczę w zimnej wodzie (żeby spłukać z nich nadmiar soli).

Śledzie kroję w centymetrową kostkę i układam na dnie naczynia, wyrównuję. Zasypuję drobno posiekaną cebulą, lekko solę i skrapiam olejem. Ziemniaki kroję w kostkę, układam warstwą na cebuli, wyrównuję i smaruję majonezem. Na to ścieram na tarce na grubych oczkach marchew, wyrównuję i smaruję majonezem. Tak samo buraczki - to ostatnia, wierzchnia warstwa. Można udekorować natką albo krążkami marchwi, jeśli została. Najlepsza za dzień dwa jak się przegryzą.

2017/12/21

Śledzie w śmietanie

Od trzech lat w plebiscycie świątecznego stołu wygrywają te ze śmietaną, dlatego w tym roku zamiast szaleć z trzema rodzajami, skupiłam się na tym jednym.



Składniki: 1 kg wymoczonych filetów śledziowych (ok. 10-11 sztuk), na zalewę: pół szklanki octu, półtorej szklanki wody, 6 łyżek cukru (można też dać liść laurowy, ziele angielskie, 1 kulkę jałowca i pokrojoną w piórka cebulę), na sos: 200ml śmietany, 2 ząbki czosnku, ulubione zioła (pietruszka, koper, bazylia, estragon, u mnie razem - klik), sól i pieprz do smaku.

Zagotowuję esencję octową, wodę i cukier, studzę. Śledzie płuczę (mocno słone chwilę moczę) i wkładam do zimnej zalewy na noc (12-24 godziny). Rano zlewam zalewę a śledzie kroję na kawałki.
Obieram i drobno kroję czosnek, mieszam go ze śmietaną i ziołami, doprawiam solą. Sos śmietanowy mieszam ze śledziami i odstawiam na co najmniej dobę do naciągnięcia. Pyszne z żytnim chlebem.

2017/12/16

Świąteczne purezento

Dąży się do sztucznej doskonałości i zaciera upływ czasu, a cierpienia zamiata pod dywan, mówiąc że co nas nie zabije to nas wzmocni. A to tak nie działa. 


Są rzeczy, które nas nie zabijają, ale sprawiają że jesteśmy delikatniejsi. Popękani. Sztuka kintsugi (klik) pokazuje, że nasze utraty i rany możemy przerobić w ten sposób, że staną się złotymi bliznami. Częścią nowego piękna, które pokazuje, że doznaliśmy krzywd, że jest w nas kruchość i podatność na zniszczenie.

W ramach świątecznego prezentu dla domu, zamówiłam orkiszowe mąki i makarony. Święta? Jestem z nimi głęboko w polu. Zrobię co będę mogła, ale bez przekraczania siebie. Zaangażuję rodzinę, będę uważna. Co zdołam, to będzie (z gotowania to ja i tak najlepiej fotografuję). Purezento to po japońsku "prezent" oraz tytuł książki Joanny Bator, autorki słów zamieszczonych w tym poście kursywą. 

Kiedy kroi się marchewkę, należy po prosty kroić marchewkę. Patrzeć jaki ma ładny kolor, czuć jak pachnie, i nie zastanawiać się dlaczego... (ktoś, coś, kiedyś; tak samo przy zagniataniu ciasta, parzeniu herbaty, mieleniu maku, jedzeniu). 

Miejcie więc dobre Święta!

2017/12/10

Skraplanie

Dawne wzorki malowane przez mróz na szybach, zastępuje widok wody skroplonej na oknach. Uszczelniliśmy domy a zimy złagodniały.


Skraplają się uczucia minionych tygodni, nadszedł czas by odparowały. Testuję nowy obiektyw, który dostałam na Mikołaja. A jutro piekę chleb :-)

2017/12/09

Zakwas na chleb

Robię go z najlepszej mąki, jaką mam w domu. Dobrze, żeby była z pełnego przemiału. Jeśli chcecie zrobić zakwas biały - levain, mąkę orkiszową pełnoziarnistą kupicie tutaj - klik



D z i e ń  1:
Wyparzam duży słoik. Sypię do niego 100g mąki i wlewam 100 ml przegotowanej letniej wody. Przykrywam lnianą ściereczką, przymykam wieczko (ale nie zamykam słoika) i stawiam przy kaloryferze. Potrzebne mu przyjemne ciepło.

D z i e ń  2:
Zakwas delikatnie bąbelkuje i lekko się rozwarstwia. Dodaję kolejne 100g mąki oraz 100 ml letniej, przegotowanej wody. Mieszam i odkładam tam, gdzie wcześniej. Niech dalej pracuje.

D z i e ń  3:
Zakwas ma już dojrzałą strukturę z wyraźnymi bąbelkami, znacznie zwiększa się też jego objętość. Zapach ma lekko kwaśny owocowo-octowy, to dobrze. Dodaję 100g mąki i tym razem 60ml letniej przegotowanej wody. Dzięki temu będzie dłużej przerabiał mąkę i będzie gęstszy. Mieszam i słoik stawiam na blacie, teraz musi mieć trochę chłodniej. Praca wre w nim już na potęgę.

D z i e ń  4:
Ostatni dzień dokarmiania. Pachnie winem i octem, kwaśno. Dodaję 100g mąki i 60ml letniej przegotowanej wody. Mieszam i zostawiam na blacie tym razem na 12 a nie 24 godziny. Uwaga, może wykipieć, jeśli słoik nie był dość duży.

D z i e ń  5:
Mam pełen słoik zakwasu. Nadwyżki zużyję do zrobienia naleśników, bułek, racuszków. Warto, bo zakwaszona mąka jest pełna dobroczynnych bakterii. Młody zakwas (zwłaszcza orkiszowy) jest zbyt słaby, by dobrze spulchnić ciasto, więc piekąc pierwsze chleby dodaję odrobinę drożdży spożywczych dobrej jakości. 


Ku pamięci: korzystałam z książki Piotra Kucharskiego "Chleb".

2017/12/06

Zdjęć nie będzie


P i ą t a  p i ę ć d z i e s i ą t - ciemno, pocieszam się, że o szóstej pięćdziesiąt nie byłoby jaśniej. Na śniadanie sobie i córce przygotowuję budyń zbożowy z owocami (klik), syn woli wczoraj robione naleśniki (klik), mąż nie jada śniadań, wybiera spanie do ostatniej chwili. Furczy ekspres, nastawiony po omacku przez córkę, pachnie nową kawą z pomarańczami. Jak wszyscy opuszczą dom, zostaną dwie brudne miski, otwarte pudełko po kaszce instant, obierki, upaćkany nóż, mały rondelek, cztery do sześciu kubków, łyżki, talerze. Nie do wiary.

D o c h o d z i  d z i e w i ą t a, zamieściłam wpisy i powinnam wziąć się za produkcję modela do zdjęć. Pogoda jednak niełaskawa, ciemno i deszcz zacina. Brak światła wygonił mnie ostatnio na balkon, gdzie urządziłam sobie prowizoryczne studio, przyklejając tapetę z drewnianym motywem do plastikowej skrzynki narzędziowej. Stary fotograficzny trik. Jednak przy dużym wietrze model potrafi sfrunąć piętro w dół i potem ani go zjeść, ani uwiecznić. Ostatnio wiatr zerwał mi nawet tapetę, podstępnie nocą. Doświadczenie mówi mi więc, że dzisiaj nic z tego. Czas robić obiad dla rodziny.

P i ę t n a s t a, znowu ciemno. Piekę buraki, bo pogoda na jutro obiecuje przejaśnienia. Oczywiście w dniu zaplanowanych wizyt lekarskich, więc z aparatem będę mogła co najwyżej pomykać Lubartowską (klik). Może zabrać danie z buraków ze sobą? (wraz z torbą dodatków do świątecznej stylizacji). Córka biega po domu w czapce mikołaja, podobno dzięki niej będzie miała zniżki na lodowisku. Czekam na odbiór faktur, nadaremno, kot w kuchni okupuje okolice piekarnika. W wolnych chwilach przeglądam w necie stylizacje świąteczne, ceny przyprawiają mnie o zawrót głowy, więc obiecuję sobie wznowić czwartkowe wypady do osiedlowej rupieciarni po fajans i tkaniny. Przypominam sobie, że czwartek jest jutro.

P r z e d  s n e m  trę pieczone buraki na drobno, rano po ciemku będę zagniatała ciasto na pierogi. Jeśli nawet domyślacie się co to będzie za danie, to niech to zostanie naszą tajemnicą. Znowu pachnie pomarańczową kawą. Cóż, musicie mi uwierzyć na słowo, bo zdjęć nie będzie.

2017/12/01

Witaj grudniu!

W październiku grudzień, styczeń w listopadzie, tak z grubsza toczy się praca blogera.  



Zdjęcie cantucci (włoskie biszkopciki z migdałami i żurawiną) robiłam miesiąc temu (przepis wkrótce tutaj - klik). Pamiętam, zastanawiałam się wtedy co u mnie się zmieni, czy znajdę odpowiedzi na nurtujące mnie pytania, czy domknę sprawy? Im jestem starsza, tym życie wydaje mi się bardziej skomplikowane. 

Witaj więc grudniu, jaki będziesz? Mam nadzieję, że łaskawszy. Na moim nocnym stoliku wspaniałe "Nieznane więzy natury" Wohllebena i "Retro kuchnia" Ani Włodarczyk.

Artystycznie i dziko

Na wsi przy stodole stoi stare okno z podwójną szybą. Obsadzone w drewnie, ramy pomalowane na biało z mocno już złuszczoną farbą. Pomiędzy s...