11/11/2018

Chleb orkiszowy jasny i ciemny

Dobrze zrobiła mi długa przerwa od pieczenia chlebów, bo porzuciłam przyzwyczajenia z prowadzenia żytnich i mogłam do orkiszowych podejść ze świeżą głową. Dziś chleb w typie bułki paryskiej - jasny. 



Składniki: 2 szklanki jasnej mąki orkiszowej typ 700 (300g), 1 płaska łyżeczka soli bez antyzbrylaczy, 1 niepełna szklanka zakwasu orkiszowego (200g), około 1 szklanka wody wody (250ml), mąka orkiszowa do podsypywania.

W dużej misce mąkę mieszam z solą, dodaję zakwas i mieszając wlewam wodę. Powstaje gęste ciasto, które wyrabiam pięć minut. Jest sprężyste i prawie nie klei się do rąk. Foremkę natłuszczam, z ciasta - obficie posypując go po wierzchu mąką - formuję chleb tak żeby do niej pasował, wkładam go do foremki. Zostawiam na 8-12 godzin w ciepłym miejscu. Można na noc, ja jednak wolę za dnia, gdy w kuchni coś się gotuje, parując (rosół, ziemniaki), co sprzyja wyrastaniu. Gdy ciasto wyrośnie nastawiam piekarnik na maksymalną temperaturę i piekę 20-25 minut, aż będzie mocno przypieczony. Zostawiam chwilę w piekarniku z uchylonymi drzwiczkami. Potem wyjmuję z formy i studzę na kracie.

W czasie rozgrzewania piekarnika warto wstawić żaroodporne naczynie z wrzątkiem, żeby go zaparować, co sprzyja wyrastaniu.
W identyczny sposób robię chleb orkiszowy ciemny (z mąki pełnoziarnistej, drobno zmielonej), tylko wydłużam czas pieczenia o 10 minut. Jak widzicie nie wyrasta na półokrągło, pozostając kanciastym:-)



09/11/2018

Wreszcie polska wolna mąka

Wolna od pestycydów, herbicydów, fungicydów oraz innych szkodliwych środków ochrony roślin i stymulatorów wzrostu, wolna także od GMO. Z prastarych ziaren orkiszu, wysiewanych na Mazurach, gdzie każdy etap produkcji jest objęty kontrolą wytwórstwa ekologicznego. Aktualnie w promocji za 12,20 (klik).


A że wraz z mąką dotarł do mnie ponad pięcioletni zakwas orkiszowy, wiecie już co będzie dalej? (Chciałoby się rzec sto bochenków chleba na stulecie niepodległości:)). 

Niestety dopiero, gdy uporam się z bieżącymi zobowiązaniami, włożę ręce w ciasto. Chociaż, może, zamiast chodzić na różne marsze czy pod maszty, mogłabym przy okazji świąt zająć się tym polskim dobrem?

(a pod domem mgła jak to w listopadzie)

06/11/2018

Wyczerpanie

Tegoroczne zlecenia przeplatają się już z przyszłorocznymi. Zaszło trochę zmian. Zostawiam tu jedno ze zdjęć na pociechę, żebym miała gdzie oczy nacieszyć.




W szklankach napar z lukrecji, melisy i maku, na nadkwaśność wywołaną stresem. Rośliny nas ocalą, mam nadzieję.


(za oknem przenikanie)

04/11/2018

Impreza

Rodzinna impreza (u nas 4-6 razy w roku na minimum 20 osób) to nie czas na kulinarne eksperymenty. Ludzie lubią piosenki, które już znają, podobnie dania.


Musi być mięso, a jakże, koniecznie z grzybami (klik) i/albo pieczyste (indyk, kaczka, kurczak). Latem z grilla plus koniecznie pieczone pieczarki. U nas do chleba.

Z sałatek grecka i/ albo z rukolą (klik). Wiosną i latem sałata, ogórki ze śmietaną, pomidory z cebulką, zimą papryka, ogórki albo grzybki ze słoika. Czasem jarzynowa i śledzik na przystawkę. Dobrze, żeby były nalewki.

Z ciast duża blacha szarlotki (klik) lub pleśniaka (klik). Ciągnik (klik) albo fasolowe brownie - można nie mówić, że z fasolą (klik). Jeśli to urodziny - teściowa robi pyszne torty, podajemy je na waflu. Od święta sernikotoffi (klik) albo sernikobrownie (klik). Za ciastami z masami ja nie przepadam, to nie robię. Dzieci uwielbiają wafelki i szyszki (klik). Do tego kawa, herbata.

To jeszcze nic - w rodzinie u teściów zwykle podają jeszcze (prócz wędlin, przystawek, pieczonego mięsa i pięciu rodzajów ciast) rosół i drugie danie (kotlet, kartofle) na początek, ja ten punkt programu odpuszczam. Jestem fanką rutyny dnia codziennego - jak kot, rola gospodyni - mimo lat praktyki - nadal mnie uwiera. Gram ją jednak - lepiej, zwykle gorzej - z uwagi na teściów i męża, którym wiele zawdzięczam. Trzymajcie za mnie kciuki i tym razem;)

Ciekawa jestem czy gdzieś jeszcze robi się takie wielopokoleniowe domówki?

02/11/2018

Fasolowe brownie

Bezwstydny przemyt czarnej fasoli, do którego ani myślę w domu się przyznawać. Brownie to brownie. Jest wilgotne, sytne i dobrze się kroi.


(wersję ekskluzywną zdjęcia 
zamieszczę w swoim czasie na fb:))

Składniki: 4 jajka od kurki wolnej, pół szklanki cukru trzcinowego, dwie dobre, gorzkie czekolady (200g), 180g masła, 1 szklanka ugotowanej i zblendowanej czarnej fasoli (maksymalnie 220g fasolowej pulpy, można też użyć czerwonej), 3/4 szklanki mąki orkiszowej, szczypta prawdziwej wanilii i 1 lekko czubata łyżeczka proszku do pieczenia (tego z kamieniem winnym daję 1 łyżkę).

W garnuszku na małym ogniu rozpuszczam połamane na kawałki czekolady z pokrojonym masłem. Mieszam i jak tylko składniki się połączą zestawiam z ognia, by masa przestygła. Dodaję do niej fasolę i mieszam na jednolitą masę.

Nastawiam piekarnik, żeby się rozgrzał. W misce dokładnie ubijam jajka z cukrem, następnie wciąż ubijając, dodaję mąkę, wanilię i proszek do pieczenia. Wyłączam mikser, przekładam lekko przestudzoną masę czekoladowo-fasolową i delikatnie mieszam.

Całość wykładam do tortownicy wyłożonej papierem do pieczenia. Piekę w 220 stopniach 25 minut. Wierzch można posmarować roztopioną w kąpieli wodnej gorzką czekoladą i wysypać pokruszonymi orzechami.

Psyt - czarna i czerwona fasola to dobre źródło skrobi opornej i innych rodzajów błonnika, sprawia że jelita a więc my jesteśmy w lepszej formie.  A kto chce się zaangażować szerzej w przemyt to proszę bardzo: buraka (klik), dyni (klik)?

01/11/2018

Jestem. Na ścieżce zdrowia

Pamiętacie jak pisałam, że jedzenie nie jest lekiem? (klik) Otóż po lekturze wywiadów Oriny Krajewskiej poszerzyłam i przeorganizowałam swoją definicję leczenia.


Choroba to jest coś co się nam przydarza i każdemu może. Walczymy z nią, musimy z nią żyć, różnie bywa. Wiele sposobów zawodzi, na wiele pytań nie ma odpowiedzi, nic nie jest spektakularne. Wchodzimy w tajemnicę życia. Tak myślałam. 

Jak widzicie chorobę postrzegam jako coś zewnętrznego, czego należy się pozbyć. Potem uznałam, że chorobie - która okazała się przewlekła - trzeba zrobić miejsce, uporządkować objawy, przeorganizować życiorysy, stracić. Choroba stała się czymś, co zamieszkało między nami. Nadal zewnętrznym.

Dziś już nikt z nas (domowników) nie jest taki sam. Choroba okazała się podróżą w głąb a leczeniem wszystko, co przywraca równowagę. Zdrowie jest tu i teraz, na miarę naszych możliwości. Idę po nie, towarzyszę w drodze, dwa kroki do przodu, jeden w tył. Ale jestem - KLIK