19/12/2017
16/12/2017
Świąteczne purezento
Dąży się do sztucznej doskonałości i zaciera upływ czasu, a cierpienia zamiata pod dywan, mówiąc że co nas nie zabije to nas wzmocni. A to tak nie działa.
Są rzeczy, które nas nie zabijają, ale sprawiają że jesteśmy delikatniejsi. Popękani. Sztuka kintsugi (klik) pokazuje, że nasze utraty i rany możemy przerobić w ten sposób, że staną się złotymi bliznami. Częścią nowego piękna, które pokazuje, że doznaliśmy krzywd, że jest w nas kruchość i podatność na zniszczenie.
W ramach świątecznego prezentu dla domu, zamówiłam orkiszowe mąki i makarony. Święta? Jestem z nimi głęboko w polu. Zrobię co będę mogła, ale bez przekraczania siebie. Zaangażuję rodzinę, będę uważna. Co zdołam, to będzie (z gotowania to ja i tak najlepiej fotografuję). Purezento to po japońsku "prezent" oraz tytuł książki Joanny Bator, autorki słów zamieszczonych w tym poście kursywą.
Kiedy kroi się marchewkę, należy po prosty kroić marchewkę. Patrzeć jaki ma ładny kolor, czuć jak pachnie, i nie zastanawiać się dlaczego... (ktoś, coś, kiedyś; tak samo przy zagniataniu ciasta, parzeniu herbaty, mieleniu maku, jedzeniu).
Miejcie więc dobre Święta!
Są rzeczy, które nas nie zabijają, ale sprawiają że jesteśmy delikatniejsi. Popękani. Sztuka kintsugi (klik) pokazuje, że nasze utraty i rany możemy przerobić w ten sposób, że staną się złotymi bliznami. Częścią nowego piękna, które pokazuje, że doznaliśmy krzywd, że jest w nas kruchość i podatność na zniszczenie.
W ramach świątecznego prezentu dla domu, zamówiłam orkiszowe mąki i makarony. Święta? Jestem z nimi głęboko w polu. Zrobię co będę mogła, ale bez przekraczania siebie. Zaangażuję rodzinę, będę uważna. Co zdołam, to będzie (z gotowania to ja i tak najlepiej fotografuję). Purezento to po japońsku "prezent" oraz tytuł książki Joanny Bator, autorki słów zamieszczonych w tym poście kursywą.
Kiedy kroi się marchewkę, należy po prosty kroić marchewkę. Patrzeć jaki ma ładny kolor, czuć jak pachnie, i nie zastanawiać się dlaczego... (ktoś, coś, kiedyś; tak samo przy zagniataniu ciasta, parzeniu herbaty, mieleniu maku, jedzeniu).
Miejcie więc dobre Święta!
10/12/2017
Skraplanie
Dawne wzorki malowane przez mróz na szybach, zastępuje widok wody skroplonej na oknach. Uszczelniliśmy domy a zimy złagodniały.
Skraplają się uczucia minionych tygodni, nadszedł czas by odparowały. Testuję nowy obiektyw, który dostałam na Mikołaja. A jutro piekę chleb :-)
09/12/2017
Zakwas na chleb
Robię go z najlepszej mąki, jaką mam w domu. Dobrze, żeby była z pełnego przemiału. Jeśli chcecie zrobić zakwas biały - levain, mąkę orkiszową pełnoziarnistą kupicie tutaj - klik.
D z i e ń 1:
Wyparzam duży słoik. Sypię do niego 100g mąki i wlewam 100 ml przegotowanej letniej wody. Przykrywam lnianą ściereczką, przymykam wieczko (ale nie zamykam słoika) i stawiam przy kaloryferze. Potrzebne mu przyjemne ciepło.
D z i e ń 2:
Zakwas delikatnie bąbelkuje i lekko się rozwarstwia. Dodaję kolejne 100g mąki oraz 100 ml letniej, przegotowanej wody. Mieszam i odkładam tam, gdzie wcześniej. Niech dalej pracuje.
D z i e ń 3:
Zakwas ma już dojrzałą strukturę z wyraźnymi bąbelkami, znacznie zwiększa się też jego objętość. Zapach ma lekko kwaśny owocowo-octowy, to dobrze. Dodaję 100g mąki i tym razem 60ml letniej przegotowanej wody. Dzięki temu będzie dłużej przerabiał mąkę i będzie gęstszy. Mieszam i słoik stawiam na blacie, teraz musi mieć trochę chłodniej. Praca wre w nim już na potęgę.
D z i e ń 4:
Ostatni dzień dokarmiania. Pachnie winem i octem, kwaśno. Dodaję 100g mąki i 60ml letniej przegotowanej wody. Mieszam i zostawiam na blacie tym razem na 12 a nie 24 godziny. Uwaga, może wykipieć, jeśli słoik nie był dość duży.
D z i e ń 5:
Mam pełen słoik zakwasu. Nadwyżki zużyję do zrobienia naleśników, bułek, racuszków. Warto, bo zakwaszona mąka jest pełna dobroczynnych bakterii. Młody zakwas (zwłaszcza orkiszowy) jest zbyt słaby, by dobrze spulchnić ciasto, więc piekąc pierwsze chleby dodaję odrobinę drożdży spożywczych dobrej jakości.
Ku pamięci: korzystałam z książki Piotra Kucharskiego "Chleb".
Wyparzam duży słoik. Sypię do niego 100g mąki i wlewam 100 ml przegotowanej letniej wody. Przykrywam lnianą ściereczką, przymykam wieczko (ale nie zamykam słoika) i stawiam przy kaloryferze. Potrzebne mu przyjemne ciepło.
D z i e ń 2:
Zakwas delikatnie bąbelkuje i lekko się rozwarstwia. Dodaję kolejne 100g mąki oraz 100 ml letniej, przegotowanej wody. Mieszam i odkładam tam, gdzie wcześniej. Niech dalej pracuje.
D z i e ń 3:
Zakwas ma już dojrzałą strukturę z wyraźnymi bąbelkami, znacznie zwiększa się też jego objętość. Zapach ma lekko kwaśny owocowo-octowy, to dobrze. Dodaję 100g mąki i tym razem 60ml letniej przegotowanej wody. Dzięki temu będzie dłużej przerabiał mąkę i będzie gęstszy. Mieszam i słoik stawiam na blacie, teraz musi mieć trochę chłodniej. Praca wre w nim już na potęgę.
D z i e ń 4:
Ostatni dzień dokarmiania. Pachnie winem i octem, kwaśno. Dodaję 100g mąki i 60ml letniej przegotowanej wody. Mieszam i zostawiam na blacie tym razem na 12 a nie 24 godziny. Uwaga, może wykipieć, jeśli słoik nie był dość duży.
D z i e ń 5:
Mam pełen słoik zakwasu. Nadwyżki zużyję do zrobienia naleśników, bułek, racuszków. Warto, bo zakwaszona mąka jest pełna dobroczynnych bakterii. Młody zakwas (zwłaszcza orkiszowy) jest zbyt słaby, by dobrze spulchnić ciasto, więc piekąc pierwsze chleby dodaję odrobinę drożdży spożywczych dobrej jakości.
Ku pamięci: korzystałam z książki Piotra Kucharskiego "Chleb".
06/12/2017
Zdjęć nie będzie
P i ą t a p i ę ć d z i e s i ą t - ciemno, pocieszam się, że o szóstej pięćdziesiąt nie byłoby jaśniej. Na śniadanie sobie i córce przygotowuję budyń zbożowy z owocami (klik), syn woli wczoraj robione naleśniki (klik), mąż nie jada śniadań, wybiera spanie do ostatniej chwili. Furczy ekspres, nastawiony po omacku przez córkę, pachnie nową kawą z pomarańczami. Jak wszyscy opuszczą dom, zostaną dwie brudne miski, otwarte pudełko po kaszce instant, obierki, upaćkany nóż, mały rondelek, cztery do sześciu kubków, łyżki, talerze. Nie do wiary.
D o c h o d z i d z i e w i ą t a, zamieściłam wpisy i powinnam wziąć się za produkcję modela do zdjęć. Pogoda jednak niełaskawa, ciemno i deszcz zacina. Brak światła wygonił mnie ostatnio na balkon, gdzie urządziłam sobie prowizoryczne studio, przyklejając tapetę z drewnianym motywem do plastikowej skrzynki narzędziowej. Stary fotograficzny trik. Jednak przy dużym wietrze model potrafi sfrunąć piętro w dół i potem ani go zjeść, ani uwiecznić. Ostatnio wiatr zerwał mi nawet tapetę, podstępnie nocą. Doświadczenie mówi mi więc, że dzisiaj nic z tego. Czas robić obiad dla rodziny.
P i ę t n a s t a, znowu ciemno. Piekę buraki, bo pogoda na jutro obiecuje przejaśnienia. Oczywiście w dniu zaplanowanych wizyt lekarskich, więc z aparatem będę mogła co najwyżej pomykać Lubartowską (klik). Może zabrać danie z buraków ze sobą? (wraz z torbą dodatków do świątecznej stylizacji). Córka biega po domu w czapce mikołaja, podobno dzięki niej będzie miała zniżki na lodowisku. Czekam na odbiór faktur, nadaremno, kot w kuchni okupuje okolice piekarnika. W wolnych chwilach przeglądam w necie stylizacje świąteczne, ceny przyprawiają mnie o zawrót głowy, więc obiecuję sobie wznowić czwartkowe wypady do osiedlowej rupieciarni po fajans i tkaniny. Przypominam sobie, że czwartek jest jutro.
P r z e d s n e m trę pieczone buraki na drobno, rano po ciemku będę zagniatała ciasto na pierogi. Jeśli nawet domyślacie się co to będzie za danie, to niech to zostanie naszą tajemnicą. Znowu pachnie pomarańczową kawą. Cóż, musicie mi uwierzyć na słowo, bo zdjęć nie będzie.
01/12/2017
Witaj grudniu!
W październiku grudzień, styczeń w listopadzie, tak z grubsza toczy się praca blogera.
Zdjęcie cantucci (włoskie biszkopciki z migdałami i żurawiną) robiłam miesiąc temu (przepis wkrótce tutaj - klik). Pamiętam, zastanawiałam się wtedy co u mnie się zmieni, czy znajdę odpowiedzi na nurtujące mnie pytania, czy domknę sprawy? Im jestem starsza, tym życie wydaje mi się bardziej skomplikowane.
Witaj więc grudniu, jaki będziesz? Mam nadzieję, że łaskawszy. Na moim nocnym stoliku wspaniałe "Nieznane więzy natury" Wohllebena i "Retro kuchnia" Ani Włodarczyk.
Zdjęcie cantucci (włoskie biszkopciki z migdałami i żurawiną) robiłam miesiąc temu (przepis wkrótce tutaj - klik). Pamiętam, zastanawiałam się wtedy co u mnie się zmieni, czy znajdę odpowiedzi na nurtujące mnie pytania, czy domknę sprawy? Im jestem starsza, tym życie wydaje mi się bardziej skomplikowane.
Witaj więc grudniu, jaki będziesz? Mam nadzieję, że łaskawszy. Na moim nocnym stoliku wspaniałe "Nieznane więzy natury" Wohllebena i "Retro kuchnia" Ani Włodarczyk.
Subskrybuj:
Posty (Atom)










