12/09/2018

Gotowa na codzienność

Zabiegana i ciężka od trosk lubię dobrze poczytać albo zatopić się w robieniu zdjęcia. W przyszłym tygodniu zapraszam na zapieksy z cukinii oraz naleśniki maronowe z gruszką i lukrecją:)



"Wciąż trzeba na nowo budować siebie
na miarę sytuacji, w jakiej się znaleźliśmy"

"Doświadczyć to znaczy: przeżyć coś takiego,
dzięki czemu będzie można potem świadczyć"

09/09/2018

Maliny z galgantem

To świetne połączenie sprawdza się podczas grypy jelitowej i gorączki - maliny i galgant. Przy czym galgant (galangal) to tajska odmiana imbiru, pikantna, o działaniu silnie rozgrzewającym i osuszającym. Idealna przyprawa na serce (przy omdleniach działa jak nitrogliceryna). Galangina zawarta w galgancie ma też działanie odchudzające, obniża poziom cukru i cholesterolu we krwi.

(i znowu dobra robota z Sunvitą:))

Maliny przecieram (czasem trafi się dodatkowo kilka jeżyn) i zagęszczam je pektyną jabłkową z surowym cukrem trzcinowym (żadnych chemicznych miksów, nie warto). Tak powstaje galaretka o pięknym, malinowym kolorze. Idealna do drobnej orkiszowej kaszy typu manna. 

Galgantu daję dosłownie szczyptę. Za bardzo mnie spala i wysusza. Maliny też mają działanie ściągające i odbudowują krew. Najbardziej lubię je prosto z krzaka, pod koniec lata u teściów jest zatrzęsienie. 

(orkiszowa halava, zimą z malinową galaretką)

08/09/2018

Gruszki z lukrecją

Lukrecja niweluje problem nadkwaśności (nadmiaru soku żołądkowego, prowadzącego do nadżerek i wrzodów), pomaga w oczyszczaniu wątroby i łagodzi objawy rozdrażnienia. „Zapewnia żołądek podatny na trawienie i tłumi wściekłość” – jak to określa moja szefowa z Bingen. Do tego zmniejsza chroniczne zmęczenie przy zmianach pór roku.


(z serii: dobra robota z Sunvitą:))

Sproszkowany korzeń lukrecji, dzięki działaniu wykrztuśnemu, przynosi też ulgę w kaszlu i jest skuteczny w chorobach dróg oddechowych a zwłaszcza pomaga pokonać bezgłos, towarzyszący zmianom temperatury. To ważna informacja dla nauczycieli i wykładowców, którym zaleca się noszenie tabletek do ssania z lukrecją. 


W smaku lukrecja jest słodko-pikantna i świetnie pasuje do gruszek, dlatego trafiła do drugiej partii musu.


07/09/2018

Zupa na zasmażce z rukwią wodną

Rukiew wodna swój lekko piekący smak zawdzięcza - tu uwaga, trudna nazwa - izotiocyjaninowi fenylu, który - co udowodnione - ma działanie przeciwnowotrorowe. Reguluje też poziom cholesterolu. Duszona rukiew - zdaniem mojej szefowej z Bingen - "pomaga strawić spożyty pokarm, rozpuszcza skrzepnięte soki oraz usuwa niewłaściwy żar".


(z serii: dobra robota z Sunvitą:))

No to teraz zasmażka - jasna, średnia albo ciemna. Chodzi o to, by przesmażyć masło i mąkę (najlepiej w jednakowych proporcjach), mieszając. Półtorej minuty i mamy jasną zasmażkę, dobrze zagęszczającą sosy. Im dłużej: 4-6 minut nawet do 8 (tu uwaga, żeby się nie przypaliła) tym więcej aromatu. 

Do ciemnej dolewamy bulion, najlepiej zimny i stopniowo, mieszając, żeby nie było grudek. Tak powstaje zupa zasmażkowa:) Jeśli dodatkowo zaromatyzujecie ją bertramem, kuminem i kozieradką oraz szczyptą galgantu i gałki muszkatołowej, smak będzie niepowtarzalny. Dla mnie super.



02/09/2018

Niezbędnik na fajny popołudnik

Kiedy brakuje czasu, do miski wrzucam składniki, zagniatam szybko ciasto, formuję w walec i wkładam do zamrażalnika. Jak stwardnieje tnę na plastry i piekę 25 minut w 200 stopniach. To obok brzydkich ciasteczek kolejny niezbędnik na fajny popołudnik (przydatny też o poranku, do kawy).




Składniki: 200g mąki orkiszowej, 125g masła (startego na tarce), 50g surowego cukru trzcinowego, 100g mąki migdałowej (plus do podsypywania), 1 łyżka zmielonego cynamonu, na czubek łyżki gałki muszkatołowej i goździków, 1 jajko (rozbełtane) i szczypta soli, opcjonalnie posiekaną gorzką czekoladę i/lub pokruszone surowe ziarna kakao.


(poranki i wieczory już chłodne)

(a to szkolne zeszyty made by córka)

01/09/2018

Będzie ostro (o tym co mnie gryzie)

Z całym szacunkiem dla duchowej sfery życia, jesteśmy zdeterminowani biologicznie. Do takich wniosków doszłam ostatnio. 


Wychodząc z założenia, że zdrowie idealne nie istnieje, to nawet jeśli twój algorytm biologiczny działa wadliwie w 10 procentach, pozostaje ci 90 procent wolności. To pozwala ci wierzyć w hasła w stylu "chcieć to móc" czy "jesteś kowalem własnego losu". Jednak wraz ze wzrostem uszkodzenia (60-70-90 procent) obszar twojej wolności kurczy się do rozmiarów piłeczki pingpongowej a kowalstwo własnego losu rozbija o zwykły brak narzędzi.

Wyobraź sobie, że w twojej klawiaturze brakuje literki "n" i wszystkie zdaia ją zawierające stają się automatyczie ieczytele, bo iekomplete. Spróbuj napisać podanie o pracę. Oczywiście, możesz zainstalować autokorektę i tak zwykle robią osoby z pojedynczymi uszkodzeniami w zakresie powiedzmy max 60-70 procent. Wymaga to oczywiście więcej czasu, nakładów finansowych i wysiłku. Inaczej zwyczajowe życzenia "wesołych świąt w rodzinnym gronie"  wyślesz jako "wesołych świąt w rodzinnym grobie", ale da się. A co jak brakuje więcej literek, albo są całkiem pozamieniane?

A teraz wyobraź sobie, że jesteś osobą, której obszar wolności jest zaledwie prześwitem w czarnej dziurze, za sprawą uszkodzeń w kilku genach przeżywasz koszmar urojeń prześladowczych albo codziennie udostępniasz swój warsztat kowalstwa losu osobie/osobom, która nie dostała nawet młotka. I jeszcze raz zastanów się nad tymi hasłami:


"wyjdź poza strefę swojego komfortu"
"twój świat jest takim, jakim go widzisz"
"uwolnij się od osób, które ciągną cię w dół"

Rozumiesz?