10/11/2017

Lazania ze szpinakiem

Wegetariańskie składniki, prosty skład, francuski rodowód, ale zaskakująco smaczna nawet dla kogoś, kto nie jest kulinarnym frankofilem, jak ja. 


Składniki: opakowanie makaronu lasagne (500g, spróbujcie tego - klik), 500g świeżego szpinaku, 2-3 łyżki masła klarowanego do smażenia, 30g masła śmietankowego do sosu, 2 łyżki mąki (spróbujcie orkiszowej), 200ml maślanki, 300g serka twarogowego koziego (może być feta lub ricotta), sól bez antyzbrylaczy, pieprz (spróbujcie kubeba), zioła (może hyzop, tymianek, macierzanka, bertram? nie zapomnijcie o gałce muszkatołowej do beszamelu), 15 orzechów włoskich (obranych i pokruszonych), 2-3 łyżki startego parmezanu.

Przygotowuję szpinak
Rozgrzewam masło klarowane w głębokiej patelni, wrzucam liście szpinaku, doprawiam je solą i pieprzem. Smażę mieszając na dużym ogniu aż stracą jędrność. 

Przygotowuję beszamel
Rozpuszczam w rondlu masło, wsypuję do niego mąkę i chwilę ją przesmażam, mieszając (1-2 minuty aż lekko się zrumieni). Potem wlewam do rondla maślankę i mieszam wszystko trzepaczką. Gotuję 2-3 minuty na gładki sos. Oczywiście dodaję szczyptę gałki muszkatołowej. 

Przygotowuję makaron
Przygotowuję wodę w dużym ganku. Na osolony wrzątek wrzucam prostokąty ciasta na 3 minuty, wyławiam i układam pojedynczo na ściereczce. Dobrze jest to robić partiami po 7-10 plastrów. 

Przygotowuję lazanię
Piekarnik rozgrzewam do 200 stopni. Smaruję naczynie żaroodporne masłem i na spodzie kruszę trochę orzechów. Na dnie naczynia rozkładam płaty makaronu (polecam w jodełkę), smaruję je cienką warstwą beszamelu, na to daję ser a na wierzch układam warstwę szpinaku i pokruszone orzechy. Przykrywam wszystko kolejną warstwą makaronu i powtarzam kolejne czynności. Trzecią warstwę układam w ten sam sposób: makaron, sos, ser, szpinak, orzechy. Na wierzchu posypuję lazanię parmezanem.

Wstawiam naczynie do piekarnika na 30-40 minut.

Ku pamięci: przepis pochodzi z książki "Naturalnie" Alana Ducasse (s. 165), odrobinę tylko poddałam go "hildegardyzacji" i trochę zamieszałam w proporcjach.

09/11/2017

Miasto (sz)czeka

W listopadzie rok rocznie idę w miasto z aparatem, szukam miejsc zapomnianych, ciekawych w sposób nieoczywisty. Nie przeszkadza mi chłód, chmury i mgła. One są dopełnieniem sytuacji.





Te robiłam w trudnym dla mnie dniu czekania na ważne informacje. Szukałam wytchnienia od tego czekania, potrzebowałam nabrać siły do decyzji i do kroków, które będę musiała podjąć.

Ulica Lubartowska w Lublinie - towarzyszy jej zła sława i zaniedbanie, ale jest ubrana w najlepsze murale.


Choć to może zaskakujące, lubię tę część Lublina: Unicką, Czwartek, trolejbusy Lubartowskiej. Bardzo dobrze je znam, mieści się tu szpital, w którym rodziłam dzieci, budynek, w którym pracowała moja mama, niedaleko jest moje liceum. Chodzę tu po swoich śladach.


07/11/2017

Zielono mi, szpinakowo

A jednak lubię listopad, zamglony, minimalistyczny, bez liści, z leciutkim mrozem o poranku. Joanna ma rację, że światło w tym miesiącu jest niskie i krystaliczne. Trzeba tylko dobrze rozplanować dzień, by zdążyć je złapać.


Jak wiecie bloguję zawodowo i mam do Was prośbę, bo nie jestem zbyt dobra w promocji. Jeśli możecie/chcecie to udostępniajcie proszę moje wypisy stąd i stąd. Będzie mi niezmiernie miło. Wszystkim, którzy już, bardzo dziękuję za dotychczasowe i przyszłe starania.

A na zdjęciu maślanka i szpinak - będzie lazania. Lubicie?

Raz-dwa-trzy jedno oko patrzy

Oko aparatu albo oko kota :-)


Tymczasem na rodzinnej imprezie ze słodkości dwa szlagiery - klik, klik i jedna nowość - KLIK. Tak na oko trudno było zgadnąć z czym ta tarta?

03/11/2017

Listopad z kawą i książką

Wraz z kotem i pod ciepłym kocem. Na blogu zawodowym polecam kawę orkiszową zmieszaną z odrobiną kawy naturalnej, nazywaną pieszczotliwie "Jeziorem Bodeńskim" - KLIK. Ze smakowych mam słabość do pomarańczowej, z baleys'em albo z miętowym prądem.


Właśnie przeczytałam Jak wyprostować koło? Joanny Szczepkowskiej - genialny zbór opowieści metaforycznych o życiu, wyszperany w osiedlowej bibliotece. Lepszy niż Masłowskiej Jak przejąć kontrolę nad światem, nie wychodząc z domu. Cóż, widocznie wolę prostować koła 😉☕☕

Sos dyniowy z ciecierzycą i kalafiorem

Pieczony czy smażony kalafior (również w panierce jak kotlet) świetnie zastępuje w potrawach mięso. Nawet syn zajada się wrapami z kalafiorowymi kęskami. Dziś kalafior "po indyjsku", choć z widokiem na listopadowy Lublin.


Składniki: 200g ugotowanej ciecierzycy (można użyć ze słoika/puszki), 1 kalafior podzielony na różyczki, 1 cebula, 2 ząbki czosnku, słoiczek sosu dyniowego (zamiennie może być sos korma, możemy też zmieszać oba), 50g mąki z migdałów (przydaje się zwłaszcza, jak używamy sosu dyniowego), przyprawy: kumin, kurkuma, sól i pieprz młotkowany z kolendrą, coś ostro piekącego jak imbir, galgant albo ostra papryka, 6 łyżek oleju kokosowego, trochę szczypiorku do posypania.

Na dwóch łyżkach oleju kokosowego obsmażam różyczki kalafiora, doprawiam solę i pieprzem. Ciecierzycę odcedzam (jeśli gotuję to do miękkości z kurkumą i gorczycą, pod koniec solę). Wszystko przekładam do miski.

Na oleju kokosowym szklę cebulę, potem czosnek, przyprawiam i zalewam wszystko sosem. Gotuję 10 minut, pod koniec dodając stare migdały (mąkę migdałową). Jeśli sos jest zbyt gęsty można rozcieńczyć go mleczkiem kokosowym bądź migdałowym. Do podgotowanego sosu dorzucam kalafior i ciecierzycę i gotuję jeszcze 5 minut. Posypuję szczypiorkiem, podaję z ryżem (razowym lub basmati).

Wpisuję na listę swoich kulinarnych hitów - klik, tak mi smakuje!