18/10/2016

Lubelska Federacja Bardów moim okiem

Skoro było o Lublinie muzycznie - klik, to dorzucę jeszcze parę archiwalnych zdjęć Federacji - z koncertu poświęconego Edwardowi Stachurze (2012 rok). Na zdjęciach: Jan Kondrak, Jola Sip, Marek Andrzejewski, Piotr Selim, Katarzyna Wasilewska, Tomasz Deutryk, Krzysztof Nowak. Dawne koncerty w kameralnej salce Hadesu to było to.


17/10/2016

Porozmawiajmy o starzeniu się ("Nie ma się czego bać" Justyny Dąbrowskiej)

Na remontowanych schodach fragmenty rozmów Justyny Dąbrowskiej z Mistrzami, zatytułowanych "Nie ma się czego bać". Ujmujące, choć oczywiście nie wszystkie jednakowo mocno mnie porywają (jestem w połowie lektury, dozuję sobie przyjemność). Nie wyobrażam sobie życia bez takich książek, bez książek w ogóle, bez druku. Lubię szelest kartek.


I coraz mocniej doceniam poznanie intuicyjne, czytane z emocji, z ciała, z pamięci genetycznej, z archetypów, z niejasnego przeczucia, że tak/że nie, z doświadczeń, których nie da się ująć w słowa. "Tak rozpoznawana rzeczywistość musi istnieć, skoro pewność jej istnienia towarzyszy ludzkości wszędzie i od zawsze" (ks. Adam Boniecki). Warto więc "być w harmonii ze swoimi uczuciami", "być sobą" (Anastazja Nakov - psychiatra, psychoanalityk), mądrzy ludzie mówią jednak: upominanie nie jest pomaganiem, trzeba być ostrożnym i nie oceniać, wystarczy być zwykłym człowiekiem obecnym w życiu innych, na miarę swoich sił kochającym.

Jestem bardzo wdzięczna Autorce za to, że tą książką przywraca nam starość jako dojrzałą mądrość. Dość już mam pogoni za cofaniem liczników ludzkiego ciała, mam czterdzieści trzy lata i nie zżyma mnie myśl, że jestem przed pięćdziesiątką (rozmówcy Justyny Dąbrowskiej powiedzieliby "jaka młoda", co nie?). Komplement jaki chcę usłyszeć? - "pięknie się zestarzałaś" - tylko kto odważny go wypowie?

09/10/2016

"Lublin nocą mym natchnieniem" (foto-story)

 "Miasto cichnie, prawie drzemie, idę cieniem..."


Był już spacer po Lublinie inspirowany "Wschodem" Stasiuka - klik, czas na moje miasto nocą, z inspiracji muzyką lubelskiego zespołu CośTakO (i pozdrowieniami dla kochanej Uli, Wojtka i Chrisa). Tytuł posta i cytat pochodzą z piosenki "Lubelski Blues", a wszystkich zaciekawionych odsyłam tutaj - KLIK, klik.

05/10/2016

Deszcze niespokojne

Ciemno i zimno, że nie da się robić zdjęć, ale w końcu nie po to człowiek je, żeby zamieszczać fotografie na fb, prawda?;) Żyjecie zdrowo? - im człowiek bliższy pięćdziesiątki, tym łatwiej mu z Hildegardą niż z Chodakowską;) - KLIK.


Październik to u mnie miesiąc przyglądania się: potrzebom, wydatkom, przydasiom. Cała zanurzona jestem w porządkowaniu - przed nami odnawianie kuchni i schodów w domu. Na jakiś czas odkładam więc fotografię kulinarną, myślę, że odpoczynek od siebie dobrze nam zrobi (choć już tęsknię). Analizuję różne minima kuchenne: ile czego potrzeba, żeby sprawnie działało zaplecze kulinarne, szafki kuchenne, blaty robocze czy przestrzeń - na co przeznaczyć więcej miejsca, czy stół jest nam w kuchni niezbędny, skoro może stać obok w pokoju?

Robię też przegląd tego, co najczęściej zjadamy, bo to lubię mieć najlepszej jakości. No i zapasy... nie, nie weków, zapasy książek na jesienno-zimowe wieczory - co polecacie? W moim książkościsku czeka już "Mózg nastolatka" i "Sekretne życie drzew". Mam też chęć na "Nie ma się czego bać", bo lubię rozmowy o życiu (polecam zwłaszcza te w "Jeszcze dzisiaj nie usiadłam"). Reszta chyba z bibliotek. A Wy co czytacie/polecacie? W jakiej kuchni urzędujecie?

02/10/2016

Dacie się pokroić za jabłka?

Na surowo, gotowane, pieczone (pachnie wtedy w całym domu)!? Robiłam już mus z makiem (KLIK po przepis) i masełko jabłkowe (klik), szarlotkę (klik), a nawet piekłam chleb z rajskimi jabłuszkami! (KLIK).


Uwielbiam też ryż z jabłkami a jabłko i orzech włoski uważam za połączenie doskonałe.
PS. Sikorka ze zdjęcia wyjadła mi jabłkowe pestki, które też lubię zjadać!

01/10/2016

Ciasto-baza na: bułki, paluchy, pampuchy, pizzę...

Prawdziwie wielofunkcyjne - musiałam je tu mieć. Korzystajcie. Aha - zwróćcie uwagę na drożdże, polecam suszone hodowane na melasie lub burakach cukrowych, te z przemysłu piwowarskiego wchłaniają alkohol i różne chemikalia (bardzo źle się po nich czuję).


Składniki: 3 - 3 i pół szklanki mąki pszennej (orkiszowa będzie idealna), 1/4 kostki świeżych drożdży (20-25g), 1 szklanka letniego mleka, 1 łyżka cukru, 2 łyżki miękkiego masła, 1 łyżka soli.

W małej miseczce mieszam drożdże, cukier, 2 łyżki mąki i mleko, zostawiam w ciepłym miejscu na 15 minut aż drożdże ruszą (na wierzchu utworzy się kożuszek). 
Do dużej miski wsypuję mąkę, sól, dodaję masło i wlewam rozpuszczone drożdże, mieszam łyżką. 
Ciastową kulę wyjmuję z miski na oprószony mąką blat i wyrabiam miękkie, elastyczne ciasto przez około 10 minut, podsypując odrobiną mąki, jeśli ciasto przywiera lub klei się do palców. 
Wyrobione zostawiam w misce do wyrośnięcia na ok. pół godziny do godziny, pampuchy 15 minut - aż ciasto podwoi swoją objętość (w cieple ciasto rośnie szybciej). Następnie jeszcze raz krótko je wyrabiam i formuję lekko spłaszczone kulki lub placki. Pozostawiam je 15 minut do wyrośnięcia w ciepłym miejscu.

Chleb/bułki/paluchy przed pieczeniem smaruję rozmąconym jajkiem i posypuję ziarnami. Układam na blasze wyłożonej papierem do pieczenia (do wyrastania na ostatnie 15 minut) i piekę w rozgrzanym do 200 stopni piekarniku 15-20 minut (małe formy) do 40-45 minut - chleb. 
Pampuchy paruję 8 minut. Czasem zwijając je w kulki nadziewam czekoladą, dżemem lub bananem z masłem migdałowym.
Pizzę/pizzerinki/calzone piekę do lekkiego zrumienienia (ok. 15-17 minut). 

Często robię ciasto i kiedy już wyrośnie chowam w lodówce przykryte folią. Potem każdy przychodzi, wyjmuje sobie, wałkuje i komponuje pizzę z dowolnych dodatków. Można je też złożyć na pieczone pierogi (pizza calzone - jak na zdjęciu).
Czasem dodaję do ciasta pół szklanki dyniowego/marchwiowego purre - ma wtedy pysznie złoty kolor (mąki daję wtedy pełne 3 i pół szklanki). Z buraczkowym jeszcze nie próbowałam, ale buraczkowe leniwe wychodzą piękne.