30/07/2018

Kraków moim okiem

Jadąc dopadła nas wiadomość, że Kora nie żyje, więc włączył nam się krakowski spleen (wracając, że Stańko). Chmury pękły nad miastem.


Wieczór spędziliśmy Pod Jaszczurami a rano poznawaliśmy smaczki Krakowa, o jakich nie opowiada się w szkole. Jeśli również chcecie je poznać - zapytajcie przewodnika z pasją, Zabielski wie wszystko! Jego specjalność to opowieści z przytupem, przyprawiające o zimne dreszcze nawet w upał (pracował wcześniej w Archiwum X?;)). 

Acha, jeśli na św. Marka zapragniecie spróbować lodów z czarnego sezamu, to się nie wahajcie, smakują pysznie, jak prawdziwe sezamki. 

26/07/2018

Ciecierzyca pieczona z szałwią

Moja szefowa z Bingen, jeszcze zanim wspaniała Marta Dymek zrobiła nam roślinną rewolucję, polecała pieczoną nad rozgrzanymi węglami ciecierzycę (nomen omen na gorączkę), podobnie jak ja dziś uważając, że spożywanie ciecierzycy jest... przyjemne. Najprzyjemniejsze, moim zdaniem, z szałwią. W ogóle szałwia ze strączkowymi smakuje super. Próbowaliście?


 (prosto podane szybko się zjada)

Składniki: słoik ciecierzycy w solance, 2 łyżki masła klarowanego, 2 łyżki sosu sojowego, drobno posiekana cebulka, pocięty na cieniutkie plasterki ząbek czosnku, przyprawy: bertram, hyzop, macierzanka i koniecznie szałwia (świeża ale może też być suszona, nawet z rutą), do tego sól, pieprz i sok z cytryny do smaku.

Ciecierzycę osączam (z aquafaby Marta Dymek robi cuda: mus, majonez, bezy). W małym rondelku rozpuszczam masło klarowane i wrzucam do niego cebulę, czosnek, przyprawy, mieszam.
Ciecierzycę wykładam na żaroodporne szklane naczynie, polewam masłem z dodatkami i mieszam, żeby dobrze przeszła składnikami. Piekę w 200 stopniach 15 minut, co jakiś czas mieszając. Przed podaniem skrapiam sokiem z cytryny (można też zmiksować na pastę jak ktoś woli).
Pyszna z grzanką z czerstwego orkiszowego chleba na zakwasie. A poniżej krótka historia pewnej podkładki.

(to jest moje człowiek, rozumiesz?)

24/07/2018

Sałatka z rukolą

Na imprezach stale z niej żartują, że mlecz ze starymi pomidorami, spleśniałym serem i spalonymi ziarnami słonecznika. Z tym paleniem to proszę jednak uważać (szkodliwe), ziarna słonecznika tylko lekko prażymy na suchej, gorącej patelni.


(sałatka z rukoli, patera z kasztana, łyżka z orzecha włoskiego)

Wystarczy przepłukaną rukolę (kupną moczę z dodatkiem octu), zalać sosem winegret, dodać osączone pokrojone w paski suszone pomidory (kupuję zanurzone w oleju) i ser pleśniowy (kto lubi z niebieską pleśnią). Całość posypujemy podprażonymi na suchej, gorącej patelni ziarnami słonecznika, mieszamy.


Do kompletu dziki bukiet.

23/07/2018

Herbatka balsamiczna i inne ziółka

Zaczęło się od syropu miętowego dodawanego do herbaty, potem Magda poczęstowała mnie zestawem mięty z szałwią i lawendą. Pyszne! Teraz testuję wrotycz i koper w herbacie balsamicznej


Odrobinę listków złocienia balsamicznego popularnie zwanego wrotyczem (rośnie teraz na polach) z dużą ilością nasion kopru włoskiego, moja szefowa z Bingen poleca na spadek nastroju, wywołany osłabieniem układu nerwowego. Herbatka ma działanie odprężające. Dla wzmocnienia efektu drugą ręką głaszczę kota:)



U mnie wrotycz (to ten z żółtymi spłaszczonymi kuleczkami zebranymi w baldachy) od lat jest obowiązkowym składnikiem sierpniowych bukietów. Stawiam je na balkonie. Mam duży respekt wobec roślin zawierających trujący tujon (wrotycz, piołun) i na własną rękę ich nie przyrządzam. Te ze sklepu (herbaty, nalewki) są pod ścisłą kontrolą. 


Dzikie nie jest złe, ale powinno budzić respekt.

22/07/2018

Sos gulaszowy z sarniny

Gęsty odżywczo, kaloryczny, pyszny! Bardzo retro, dziki. 



Składniki: mięso sarny (około  półtora kilograma), średni słoik suszonych prawdziwków, 2-3 cebule, 2-3 ząbki czosnku, 2-3 łyżki octu do namoczenia mięsa (używam winnego lub orkiszowego), 2-3 listki laurowe, 2-3 ziarenka ziela angielskiego, sól i pieprz do smaku, zioła i inne przyprawy wedle uznania (u mnie hyzop, bertram, macierzanka podczas gotowania i potem papryka słodka, ostra i trochę wędzonej), pół szklanki ziaren bezłuskowych (orkisz, owies).

Opłukane mięso moczę w zimnej wodzie z dodatkiem octu. Rano odcedzam i kroję na kawałki. Wrzucam do żeliwnego gara z przykrywką, zalewam świeżą wodą i zagotowuję. Zapach w domu nieciekawy, ale proszę wytrzymać, potem będzie lepszy. Suszone grzyby zalewam wrzątkiem i odstawiam na pół godziny, ziarna przepłukuję. 
Z zagotowanego mięsa zbieram szumy, dodaję cebulę, odsączone grzyby, ziarna, zioła i przyprawy (listki laurowe i ziele angielskie obowiązkowo, inne w zależności od upodobań). Gotuję do miękkości, w razie potrzeby dolewam wrzątku.
Teraz doprawiam do smaku solą, pieprzem i papryką (różne rodzaje), obkładam krążkami cebuli i masłem. Wstawiam do piekarnika na 200 stopni. Piekę aż masło się dobrze rozpuści i połączy.
Następnie dodaję pokrojony w cienkie plasterki czosnek i śmietanę, mieszam. W razie potrzeby doprawiam do smaku, można dorzucić trochę posiekanego koperku. Zamykam przykrywką i znowu wstawiam do piekarnika. Wyjmuję gęsty, kremowy, aromatyczny sos-gulasz. Klasycznie można podać z kluskami śląskimi (made by Zapracowany), posypane natką pietruszki.



W ten sam sposób można zrobić sos z innego mięsa.

20/07/2018

Trzeci tydzień lipca

Po czereśniach, wiśniach i zdziczałych jabłkach nastały pod domem mirabelki. Obieram je ze skórki i wycinam miąższ (pestka odchodzi z trudem). Powstaje coś w rodzaju dżemu raw, bez cukru i bez pasteryzacji. Do szybkiego zjedzenia.


Zamówiłam tacę w Pracowni Smoków. Wiele miesięcy przeglądałam ofertę, ale argument że to nie moja półka cenowa, przeważał. Aż nagle zobaczyłam paterę z drewna kasztanowca i wysypałam się z gotówki. Jest przepiękna.



Najlepsze co jadłam w tym tygodniu to krupnik na kościach z kury od teściów z bezłuskowym jęczmieniem i kromką orkiszowego chleba. A nie, jeszcze jogurt naturalny. Chudzi i o słabych płucach mogą jeść nabiał, oczywiście dobrej jakości i z umiarem.



Syn przywiózł z wojaży dobrą kawę, więc też trudno było się oprzeć. Z cudzych rąk najbardziej mi smakowało brałni u Magdy. Burzowe światło pięknie wybarwiało zdjęcia, wybrałam trzy najpiękniejsze.