Lubię ją, choć w moim wydaniu jest uzupełniona o akcenty słowiańskie: kaszę gryczaną, jaglaną, żytni chleb (tak, wolę od orkiszowego) czy kiszone ogórki:)
Jem również niezbyt przez Hildegardę poważane ziemniaki i pomidory. W pełni zgadzam się jednak co do zasady - ma być świeżo, ciepło i odżywczo.
Bez mąki orkiszowej i bertramu swojej kuchni już sobie nie wyobrażam, a jak tylko słabiej się czuję poranna orkiszanka stawia mnie na nogi. Polubiłam też pigwy i fenkuły, a co do kasztanów jadalnych... cóż... zostańmy przy kasztanowej mące;) Odkopałam smak morwy i przetworów z derenia, za to wciąż szukam owoców nieszpułki i korzenia pasternaku.
Staram się mocno nie wydziwiać, chętnie zjadam posiłki przygotowane przez innych, a jeśli jeszcze oferują coś, co sami wyhodowali - tylko chylę czoła.
Kuchnia Hildegardy zainspirowała już Marka Zarębę (autor "Jaglanego detoksu" i "Leczenia dietą", twórca
gotujzdrowo.com), z jej wskazówek żywieniowych korzystała Natalia Kożuchowska (tej pani chyba nie muszę nikomu przedstawiać), to może i ktoś z Was chciałby?
PS. Kolaże zrobiłam dla Sklepu Hildegarda (zapraszam do polubienia strony na fb -
KLIK) a bardziej szczegółowy opis zasad kuchni odsyłam Was na blog Towarzystwa (
KLIK).