2017/10/07

Z pamiętnika płatnej blogerki

Coraz mniej czasu i światła pozostaje mi na fotografowanie dnia w ogóle - jest dzień zlecony. Praca, nawet jeśli pozwala z hobby czerpać garściami, polega na kompromisach i zajmuje. Ta daje również wytchnienie. 


(czasem lubię podrążyć - przepis w toku)


Po intensywnym przerzucaniu uwagi z pracy na dom i z powrotem potrzebuję chwili, by moja dusza dogoniła ciało. Robię sobie wtedy krótką przerwę (a właściwie pogoda mi ją robi). Porządkuję przestrzeń, planuję kolejne kroki i zastanawiam się, czy zmierzam w dobrym kierunku. Żeby robić ładne zdjęcia trzeba ładnie żyć.

Najtrudniejszy moment w pracy blogerki? Gdy rano zamieszczasz pół dnia robiony przepis i wieczorem orientujesz się, że jedyną osobą, która jest w stanie go polubić jesteś ty sama. 

Niezrażona gotuję wielki gar rosołu (KLIK) na różne zupy. Tak, pływają w nim kurze nóżki.

1 komentarz:

  1. I jeszcze jaaaaaa! Ja bardzo lubię wszystkie Twoje przepisy i zdjęcia!

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję

Pumpkin spice latte

Najpierw smak kultowego napoju dla dzieci BoboFrut, potem próba odtworzenia pumpkin spice latte ze Starbucksa (najbliższy 180km od domu). To...